Baner

Slideshow Image 1 Slideshow Image 2 Slideshow Image 3 slideshow slideshow slideshow slideshow
"Przygoda szuka tylko tych, którzy pozwalają ponieść się jej w bezkresną i niewiadomą dal..." - Karol Waszkiewicz

poniedziałek, 17 lutego 2025

Kościół Farny św. Jana Chrzciciela w Radomiu.



Zachowane często w niezmienionej formie od wieków. Piękne i monumentalne. Górują nad wsiami i miastami idealnie wpisując się w krajobraz. Niemi świadkowie burzliwej historii, wojen, klęsk żywiołowych czy epidemii. Wystawione na wiatr, deszcz i mróz stoją niezmiennie w tym samym miejscu od stuleci. Świadomość, że nasi dziadowie i pradziadowie podobnie jak ja teraz, przechadzali sie koło nich, robi na mnie duże wrażenie. Nastraja trochę nostalgicznie do rozmyślań o przemijającym świecie. Bo czymże jesteśmy jak nie marnym pyłem... kolejnym z rzędu pokoleniem wydeptującym wokół nich ścieżki. 
Kościelne wieże, bo o nich mowa, to nieodłączna część naszego dziedzictwa kulturowego. Na co dzień pospiesznie mijane, niedoceniane. Przystańmy czasem na chwilkę, minutka nie zbawi, wznieśmy oczy ku górze, bo nie znamy przyszłości. Nie wiadomo ile im, ale bardziej ile nam zostało czasu na tym świecie.

sobota, 4 grudnia 2021

Radom wczoraj i dziś - cz. 2


Czy zastanawialiście się czasem, jak kiedyś wyglądała ulica, przy której mieszkacie ? Co było w miejscu, w którym dziś stoi wasz dom ? Jak przez kolejne dziesięciolecia zmieniał się miejski krajobraz ? Ja tak, dlatego jakiś czas temu zacząłem gromadzić stare fotografie mojego rodzinnego Radomia. Potem ruszyłem z aparatem w teren, by odszukać te miejsca, z których przed laty te archiwalne były wykonane. Wszystko po to, by uwiecznić stan obecny.

To już druga odsłona radomskich wspomnień, czyli kolejne 25 par zdjęć. Pierwszą można obejrzeć tutaj. Po raz kolejny zaprosiłem do współpracy pana Jerzego Blejsza, rdzennego radomianina. Pan Jerzy z racji wieku, wyjątkowej pamięci i mam wrażenie pasji, z jaką podchodzi do czasów minionych, to prawdziwa kopalnia wiedzy. Panie Jurku, dziękuję, że po raz kolejny zechciał Pan poświęcić mi swój czas.

poniedziałek, 6 kwietnia 2020

Wieża katedralna w Radomiu.


Zachowane często w niezmienionej formie od wieków. Piękne i monumentalne. Górują nad wsiami i miastami idealnie wpisując się w krajobraz. Niemi świadkowie burzliwej historii, wojen, klęsk żywiołowych czy epidemii. Wystawione na wiatr, deszcz i mróz stoją niezmiennie w tym samym miejscu od stuleci. 
Świadomość, że nasi dziadowie i pradziadowie podobnie jak ja teraz, przechadzali się koło nich, robi na mnie duże wrażenie. Nastraja trochę nostalgicznie do rozmyślań o przemijającym świecie. Bo czymże jesteśmy jak nie marnym pyłem... kolejnym z rzędu pokoleniem wydeptującym wokół nich ścieżki. Kościelne wieże bo o nich mowa, to nieodłączna część naszego dziedzictwa kulturowego. Na co dzień pośpiesznie mijane, niedoceniane. Przystańmy czasem na chwilkę, minutka nie zbawi, wznieśmy oczy ku górze, bo nie znamy przyszłości. Nie wiadomo ile im, ale bardziej ile nam zostało czasu na tym świecie. Ja przystanąłem dziś przy dwóch chyba najbardziej znanych i rozpoznawalnych w Radomiu wieżach.

sobota, 2 listopada 2019

Radom wczoraj i dziś.


Czy zastanawialiście się czasem, jak kiedyś wyglądała ulica przy której mieszkacie ? Co było w miejscu, gdzie dziś stoi wasz dom ?  Jak przez kolejne dziesięciolecia zmieniał się miejski krajobraz ?  Mnie te rzeczy bardzo kręcą, dlatego jakiś czas temu zacząłem gromadzić stare fotografie mojego rodzinnego Radomia.  Potem ruszyłem z aparatem w teren by odszukać te miejsca, z których przed laty archiwalne fotografie były wykonane. Wszystko po to, by uwiecznić stan obecny.

wtorek, 17 września 2019

Zlot Pojazdów Pożarniczych i Zabytkowych Jeruzal 2019.


Przygoda - "niezwykłe zdarzenie spotykające kogoś, odbiegające od zwykłego trybu życia tej osoby". Tak z kilku słowach zawiera się definicja przygody według PWN-u. Ostatnio taką jedną przeżyłem, ale przyznam szczerze, miałem spore opory by o tym pisać. Epizod jakiego doświadczyłem jest zdecydowanie z gatunku tych głupich. Takich o których lepiej jak najszybciej zapomnieć, aniżeli się nimi chwalić. Czemu wobec tego piszę ?  Przygoda, nawet ta najbardziej mrożąca krew w żyłach, albo jak w moim przypadku - głupia, z perspektywy czasu już nie jest taka straszna. Ba, wspominamy ją miło i się z niej śmiejemy.  - Pochwal się... - powiedział znajomy. - W tym wieku to już można.

piątek, 20 lipca 2018

Cykloza jako choroba - uwaga, zarażam !!!



Wiecie co najbardziej mnie kręci w tym moim rowerowaniu ? Oczywiście te wszystkie przejechane kilometry, te przygody, poznani ludzie itd. itp... To po pierwsze, bez tego nie miałbym o czym opowiadać, nie byłoby tej strony. Po drugie, równie wielką (jak nie większą) frajdę odczuwam, kiedy widzę pozytywny wpływ tego, co robię na otaczających mnie ludzi. To, że chłoną każde moje słowo, najdrobniejszą wzmiankę o rowerze. Że wczoraj się najeździłem... że byłem tu i tu... że po drodze była wielka góra, którą musiałem pokonać... że deszcze mnie złapał... że słońce spiekło... i tak dalej i tak dalej - wszystko chłoną. Kiedy wrócę z wyprawy wypytują o wszystko... no opowiadaj, opowiadaj, jak było ?... i chłoną. Jak gąbka. 

piątek, 27 kwietnia 2018

Osiołek po czterdziestce.



Minęło 13 lat odkąd ujeżdżam poczciwego osiołka, a ponieważ niedawno jego koła nawinęły okrągłe 40 tysięcy kilometrów - pora na małe podsumowanie. Nie planowałem takowego wcześniej, ale teraz myślę, że to dobry pomysł. Taka forma testu długodystansowego. Coś wzorem aut, gdzie takie sprawozdania robi się przeważnie po 100 tysiącach. Co się przez ten czas popsuło ? Co  niedomagało  ?  A co bezbłędnie przetrwało próbę czasu ? - jesteście ciekawi ?

piątek, 9 marca 2018

Dojazdówka do Budapesztu.



Nieoczekiwanie, po wycofaniu się z dalszej jazdy Marcina, zostałem sam. Sam pośrodku obcego mi kraju  z dala od domu. Nie ukrywam, było mi łyso... Nie miałem nawet map potrzebnych do dalszej jazdy. Ta z której aktualnie korzystałem z racji mojego przemieszczania się, była już bezużyteczna. Na szczęście jechałem dość dobrze oznakowaną drogą nr. 3 - kierunek Zagrzeb, więc z nawigowaniem nie było problemu. Na jednym z tutejszych cepeenów udało mi się wreszcie dokupić brakujący fragment Chorwacji. Teraz, już bez przeszkód, mogłem gnać przed siebie.

wtorek, 13 lutego 2018

Rowerem za grosze... czyli cała prawda o (mojej) forsie w podróży.



Jeszcze nie tak dawno, planując rowerowe wakacje za granicą, przeczesywałem internet starając się oszacować, ile w przybliżeniu będzie kosztował mnie pobyt w danym kraju. Sytuacja dodatkowo komplikowała się, gdy trasa podróży przebiegała przez kilka krajów. Kompletowanie poszczególnych walut, ich odizolowanie od siebie i dbanie, by przypadkiem się ze sobą nie wymieszały - było krótko mówiąc... upierdliwe. Parę lat temu zakupiłem nawet z myślą o tym specjalną saszetkę na szyję z wieloma przegródkami. Była ze mną na kilku wyjazdach i sprawdziła się doskonale.
Całkiem przypadkiem, w zeszłym roku zdecydowałem się zmienić dotychczasowe nawyki i jestem bardzo mile zaskoczony.

środa, 31 stycznia 2018

O tym, że nie zawsze świeci słońce - dosłownie i w przenośni.



Czy zastanawialiście się kiedyś nad tym, co musiałoby się wydarzyć w trakcie podróży, by skutecznie zniechęcić się do dalszej jazdy ? Deszcz, ciągłe awarie, choroba, bezpieczeństwo, a może kłótnie ?...  Mnie coś takiego spotkało w Rijece. Momentalnie odechciało mi się wszystkiego. Co prawda z nieba nie spadła ani jedna kropla deszczu, rower ani razu nie odmówił posłuszeństwa, byłem zdrowy i jak najbardziej chętny kontynuować podróż, dodajmy bezpieczną podróż. Kłótnie ?... no dobra... było ich trochę, ale też nie do tego stopnia by przerywać w połowie wyprawę. I nie tyle kłótnie, co bardziej wymiana zdań i poglądów. A jednak tamtego pamiętnego dnia ciemne chmury zebrały się nad moją głową.

wtorek, 23 stycznia 2018

Rowerowa skrzynia biegów, czyli jak poprawnie zmieniać przełożenia.



Dawniej było łatwiej. Na drogach królowały proste konstrukcje ze stałym napędem (jedno koło zębate z tyłu i jedno z przodu). Albo się jechało, albo gdy górka do pokonania była zbyt stroma (lub rowerzysta za słaby) wprowadzało się rower idąc pieszo. Do dziś na wiaduktach jest to częsty widok. Zwłaszcza wśród osób starszych, dla których przerzutki w rowerze, to w ich mniemaniu zbędny i awaryjny gadżet. Tymczasem dzięki nim jesteśmy w stanie wjechać prawie wszędzie. Wiedzą o tym ci wszyscy dla których rower, to coś więcej niż tylko bezduszny pojazd. Zdecydowałem się napisać ten tekst, bo do moich uszu zbyt często docierają dźwięki katowanych napędów. Ani to miłe dla ucha, ani powód do dumy... raczej do wstydu.

niedziela, 14 stycznia 2018

Istria - wschodnie wybrzeże, powrót


Tak jak przypuszczałem, trafił nam się nocleg bez mała na przedmieściach Puli. Po dosłownie kwadransie kręcenia byliśmy w obrębie jego granic. Kilkudziesięciotysięczne, portowe miasto jest największą aglomeracją półwyspu. Wystarczająco dużą by móc się zgubić. Stąd rozchodzą się drogi powrotne, autostrada A9 oraz droga nr. 66 zwana potocznie magistralą adriatycką. Przed wybudowaniem autostrady sześćdziesiątka szóstka była główną arterią łączącą północ z południem. Obecnie powinno być na niej już dużo spokojniej - taką mieliśmy nadzieję :)

środa, 27 grudnia 2017

Istria - zachodnie wybrzeże


We włoskim Trieście po raz pierwszy zobaczyliśmy morze. Wreszcie skończyło się mozolne nabijanie kilometrów pośród nudnego lądu. Od teraz miało być inaczej - fajniej i ciekawiej. Przez całą dalszą podróż lazurowy Adriatyk na wyciągnięcie ręki. Na ciemno błękitnym niebie ani jednej chmurki. Wszędzie plaże, a na nich tabuny opalonych, pięknych kobiet w stroju topless. Pomarszczone od wzgórz wybrzeże z przyklejonymi doń domkami, a w to wszystko przepięknie, serpentynami wkomponowana droga. Oczami wyobraźni tak to widziałem.

niedziela, 19 listopada 2017

Duet tandem - renowacja.



Czy warto posiadać pasję, hobby, zamiłowania ? Moim zdaniem, bardzo źle ich nie posiadać. Pasja to coś, co skutecznie zajmie w długie zimowe wieczory, da wytchnienie od stresów dnia codziennego, sprawi wiele radość, a w efekcie końcowym powoduje, że życie nabiera sensu. Wyznaczanie sobie kolejnych celów, wyzwań i ich realizowanie, to najlepsza rzecz jaka na tym łez padole może nam się przydarzyć. Daje to niesamowitego kopa, motywuje i rozwija. Jeżeli do tego dojdą pełne zachwytu głosy postronnych nad ukończonym projektem, to aż chce się żyć :-)

Moją drugą pasją obok rowerowych wędrówek są... starocie. Głównie te motoryzacyjne, ale inne też lubię. Jeżeli tylko czas pozwala chętnie uczestniczę w różnego rodzaju spotach i zlotach. Czasem na takie spotkanie czymś starym przyjadę - no bo trzeba klasyka przewietrzyć. Innym razem idę po prostu popatrzeć.

sobota, 21 października 2017

Jaskinie Szkocjańskie.



Jednym z żelaznych punktów naszej wycieczki miało być zwiedzanie tychże. Podobno pięknych i dodatkowo (co tylko potwierdza ich wyjątkowość) wpisanych na listę UNESCO. Na samą myśl o nich śliniłem się okropnie, bo takie obiekty stworzone niewidzialną ręką matki natury są w moim mniemaniu najlepsze. Ale żeby za różowo nie było, na drodze do jaskiń stanął inny, wielki obiekt - ten z kolei stworzony ręką człowieka. Nie było wyjścia, z każdym przebytym kilometrem betonowe monstrum rosło przed nami. To znaczy zawsze jest inne wyjście, ale w tym przypadku omijać go specjalnie nie było sensu. Zbyt wiele zachodu i dodatkowych kilometrów by z tego wyszło. Cóż, trzeba się będzie troszkę pomęczyć.

czwartek, 14 września 2017

W drodze na południe - Węgry, Słowenia.


 
Węgierski Köszeg okazał się pierwszym, naprawdę ładnym miastem. Na tyle ładnym, że postanowiliśmy zatrzymać się tu na dłuższą chwilę, a aparaty fotograficzne poszły w ruch. Tu też po raz pierwszy zetknąłem się z mową ojczystą madziarów. Na szczęście moja rozmówczyni wykazała się cierpliwością i humorem - bo różnie z tym bywa. Było trochę śmiechu, machania rękoma, ale ostatecznie z pomocą długopisu i kartki papieru dowiedziałem się ile kosztuje butelka Tokaja.

poniedziałek, 14 sierpnia 2017

Bocian vs kapusta, czyli skąd się biorą dzieci :-)



Jak zawsze przed większą eskapadą również i tym razem dopadła mnie swego rodzaju...nieśmiałość ? niepewność ? przedwyjazdowa gorączka ? lęk przed nieznanym ?  Tym większe, bo tym razem ruszam daleko, daleko poza granice naszego kraju.  Jechać ze mną postanowił Marcin z Krakowa i... to było dobre. Bardzo dobre, bo wiadomo że we dwóch raźniej i przyjemniej. Sam chyba nie odważył bym się na taki plan - jestem zbyt wielkim tchórzem. A ten plan, biorąc pod uwagę wysokie góry jakie staną na naszej drodze, zapowiadał się bardzo ambitnie.

wtorek, 11 lipca 2017

5 europejskich krajów w 12 dni - pierwsze wrażenia po powrocie.



W ową podróż wybrałem się z kolegą Marcinem z Krakowa. Znamy się od dawna ale, co ciekawe... nigdy nie widzieliśmy się na żywo, w realu. Były nieraz przymiarki żeby coś, gdzieś... ale jak zwykle nic nigdy nie wyszło. Marcin od zawsze miał problemy z kolanami i jako jeden z nielicznych, znanych mi osób nie śmiał się gdy parę lat temu zaproponowałem mu moją cudowną dietę. Mało tego, nie dość, że się nie śmiał, to ją zastosował ;-) Podobno mu pomogła. Jak coś to o szczegóły jego pytajcie, zapewne odezwie się gdy to przeczyta, a na pewno przeczyta :-)
Tak więc nasza wspólna podróż to była taka... swego rodzaju randka w ciemno. Jacek Kawalec w słynnym niegdyś programie w TVP przepytywał randkowiczów... jak było. Większość zgodnie odpowiadała, że... było fajnie. Mnie co prawda telewizja wakacji nie sponsorowała, ale też było fajnie, a czy będą z tego owoce w postaci kolejnych wspólnych wyjazdów ? - czas pokaże :-)

czwartek, 25 maja 2017

Zachodnia ściana Polski - Szczecin.




Czwartek, 6 dzień podróży. Do końca tygodnia jeszcze daleko. Wygląda na to, że spokojnie zdążę dojechać do morza. Może nawet będzie czas, by poleżeć na plaży - tyle tylko, że temperatury nie nastrajają. Znak C-13 informuje mnie, gdzie moje miejsce. Pokornie, ale z grymasem na twarzy opuściłem jezdnię na rzecz wytyczonej równolegle drogi dla rowerów. Jakoś jadąc z sakwami wszystkie DDR-y mnie wkurzają. To trochę tak, jakby kierowcę TIRA zmuszać, żeby zamiast główną, jechał lokalnymi... Pojedzie, ale założę się, że też będzie grymasił.

Cel na najbliższe godziny to Gryfino, niewielka miejscowość leżąca tuż przy granicy. Może nie tyle Gryfino, co dokładniej rzecz ujmując Nowe Czarnowo, kilka kilometrów na południe od Gryfina. Można tu zobaczyć najdziwniejszy las na świecie.

czwartek, 20 kwietnia 2017

Twierdza Dęblin.



Byłem tu (oczywiście rowerem) równo dwa lata temu. To znaczy, wówczas jedynie pocałowałem klamkę przy bramie. Cały kompleks mieści się na terenie należącym do wojska, a co za tym idzie, normalne jego zwiedzanie nie wchodzi w grę. Podobno skrzykiwane są co jakiś czas grupy chętnych i razem z przewodnikiem można twierdzę zwiedzić, ale nigdy się tym szerzej nie interesowałem. Aż tu nagle... okazja sama do mnie zapukała :-) ... Na pewnym forum motocyklowym przeczytałem informację, że 2 kwietnia motonici organizują w Dęblinie rozpoczęcie sezonu. Jedną z atrakcji miało być właśnie zwiedzanie twierdzy. Takiej okazji nie mogłem przepuścić :-)