Baner

Slideshow Image 1 Slideshow Image 2 Slideshow Image 3 slideshow slideshow slideshow slideshow
"Przygoda szuka tylko tych, którzy pozwalają ponieść się jej w bezkresną i niewiadomą dal..." - Karol Waszkiewicz

niedziela, 3 listopada 2013

[Radom i okolice] Śladami przeszłości - Lager Kruszyna




Kierunek jaki tym razem obrałem to tereny na północ od miasta Radomia. Docelowe miejsce to trójkąt Bartodzieje, Wierzchowiny i Brody. W czasie II Wojny Światowej znajdował się tu poligon, gdzie tworzono i szkolono oddziały Wehrmachtu. Oprócz poligonu powstał też okazały obóz dla niemieckich żołnierzy. Wybudowano baraki, schrony, strzelnicę, stołówkę, a nawet kino. Rozbudowano okoliczne stacje kolejowe. To było państwo w państwie.

Dziś spacerując po lesie bierwieckim możemy natknąć się na sterty głazów, wybrukowane leśne drogi. To ślady historii o ówczesnej nazwie Lager Kruszyna. Całkiem dobrze natomiast mają się bunkry w lesie Sowie Góry. Betonowe potwory jak stały tak stoją i zapewne jeszcze długo postoją.

Z Radomia najlepiej wydostać się ulicą Zbrowskiego. Po przecięciu ulic Gołębiowskiej i Żółkiewskiego jesteśmy już na właściwej drodze. Kierunek Lesiów i Jastrzębia.

  W Jastrzębi na skrzyżowaniu skręcamy w lewo (drogowskaz na Bartodzieje) i po około kilometrze, tuż za wsią naszym oczom ukaże się taki oto widok. Ten malowniczy staw to rozlewisko Radomki.

Sto metrów dalej właściwa rzeka.

W centralnym miejscu Bartodziejów, pośród zielonej gęstwiny stoi dwór, a raczej to co po nim pozostało. Pochodzi z pierwszej połowy XIX w. Przez ponad 150 lat często zmieniał właścicieli. Mimo różnych kolei losu przetrwał w nienaruszonym stanie czasy zaborów, dwie wojny światowe i okres komunizmu. Dopiero gdy pod koniec lat 80-tych ubiegłego wieku przeszedł w ręce "szwedzkich" inwestorów nadszedł jego kres.

W roku 1988 dwór od rodziny Janowskich kupiła Krystyna Gancarczyk-Hjorth. Wraz z mężem, szwedzkim przedsiębiorcą planowała w Bartodziejach szereg inwestycji.

 W połowie lat 90-tych właściciele dworu wyprowadzili się do Szwecji. Majątek pozostał bez jakiejkolwiek opieki.

W ciągu kolejnych kilku lat systematycznie postępowała dewastacja i rozkradanie tego co pozostało.
 
W 2003 roku w pałacu wybuchł pożar i dokończył dzieła zniszczenia. Pozostała grożąca zawaleniem ruina (do środka lepiej nie wchodzić).
W tej chwili pałacyk można tylko rozebrać i odbudować od podstaw. Przeszkadza w tym jednak nieuregulowana sytuacja prawna.
Więcej o historii dworku i jego obecnej sytuacji można przeczytać na stronie www.bartodzieje.pl

Widok dworu z Bartodziej. Rok 1960 Źródło: www.bartodzieje.pl

Stacja kolejowa w Bartodziejach.

Ślady dawnej poniemieckiej strzelnicy.

Las koło miejscowości Bierwce. Oprócz grzybów wrastają w ziemię sporych rozmiarów kamienie. Tyle pozostało po dawnych zabudowaniach.

Na potrzeby poligonu i całej z tym związanej infrastruktury Niemcy rozbudowali stację PKP w Kruszynie. Wybudowano bocznicę i długą na kilkaset metrów rampę rozładunkową. Identyczna rampa jest też w sąsiednich Bartodziejach.

 Na końcu rampy zachował się napis: Otto Lange 1942.

Oto dokładna mapka w skali 1:75 000
Na wschód od Kruszyny widoczny las Sowie Góry i zaznaczone bunkry. Jest ich ponoć 13 z czego jeden znajduje się w odległości kilku kilometrów na wschód od pozostałych koło miejscowości Brody.

Bunkier nr. 1. Mimo, że na tak małym obszarze jest ich aż tyle, nie łatwo je odszukać.

  Wejście do tego bunkra niemal całkiem zasypane śmieciami.

Z boku widać jak głęboko zapadł się w ziemię.

Od strony południowej poziom gruntu zrównał się ze stropem. I jak taki bunkier dostrzec z daleka ?

Bunkier nr. 2

Porośnięte mchem ściany też nie ułatwiają dostrzeżenia.

Wnętrze drugiego tym razem bez śmieci. W zamian możemy podziwiać napisy na ścianach (raczej współczesne).

Jest trzeci odnaleziony i najbardziej okazały bunkier dowodzenia. Wewnątrz są trzy pomieszczenia: przedsionek, pomieszczenie dowództwa oraz izba żołnierska dla 24 żołnierzy.

 Tak wygląda z progu.

Szczelina obserwacyjna w pomieszczeniu dowództwa.

 Czwarty schron jest szczególnie ciekawy. Zniszczony bombą paliwowo-powietrzną, ale dzięki temu można mu się dokładnie przyjrzeć.

         Tylko w tym przypadku zobaczymy grube ściany w przekroju. Ciekawy to widok.
        
Za sprawą nastrojowego półmroku i panującego wewnątrz chłodu, ten bunkier stał się ulubionym miejscem spotkań miejscowych.

W jednej ze ścian utkwił sporej średnicy pocisk. Przynajmniej tak to wygląda. Jeżeli się mylę to proszę mnie wyprowadzić z błędu.

Graficiarze zadbali o właściwą prezencję.

Od strony zachodniej potężny strop zdaje się wisieć na krawędzi.

Od wschodniej strony, w las najlepiej wjechać przy tej prowizorycznej kapliczce z białej cegły, stojącej przy szosie łączącej Wole Goryńską z Brodami i Łukawą. Pierwszy bunkier stoi na skraju lasu, wystarczy trzymać się głównej drogi i mieć oczy szeroko otwarte.

Kolejny bunkier, tym razem ten "samotny". Stoi w szczerym polu w odległości kilku kilometrów na wschód od pozostałych. Żeby za łatwo nie było, skrywa go korona dość grubego drzewa.

To stąd informowano o celności i korygowano ogień artylerii w czasie ćwiczeń.

Wnętrze tego zalane wodą pomimo, że jesień 2013 należała raczej do suchych.

Świetnym punktem orientacyjnym w przypadku tego bunkra, jest linia wysokiego napięcia przebiegająca tuż obok.

Poszukiwaczy szczególnie wytrwałych zapewne zastanie w lesie wieczór. Nagrodą za trudy może być taki widok. Na zdjęciu las bierwiecki.

Mój licznik wskazał 75 kilometrów, ale to tylko orientacyjna odległość. Bunkry maskują się w lesie jak najlepsi żołnierze i niełatwo je znaleźć. Końcowy wynik zależeć będzie zawsze od ilości nakręconych kilometrów w poszukiwaniu kolejnych żelbetów. Opisana trasa do najłatwiejszych nie należy. Poza znacznym dystansem do pokonania, trzeba się też nieźle napocić w samym lesie. W czasie deszczów teren jest tu wyjątkowo podmokły. Z kolei w czasie suszy trzeba stawić czoło kopnym piachom.

Na poszukiwania najlepiej wybrać się wczesną wiosną lub jesienią. W lecie największy nawet zapał skutecznie odbiorą komary.
Koniecznie weźcie też ze sobą mocne źródło światła by móc zajrzeć do wnętrza żelbeta. Zwykła latarka kupiona w kiosku z gazetami nie wystarczy. Wewnętrzne ściany często są okopcone co dodatkowo potęguje mrok i zmniejsza odbicie światła. 

Na zakończenie jako tło do powyższych zdjęć, pozwolę sobie umieścić piękny artykuł pana Grzegorza Bieńka o historii obozu Lager Kruszyna, o losach ludzi, o ciekawostkach związanych z II Wojną Światową pt:

Heeresgutsbezirk Truppenübungsplatz Mitte Radom


Chodząc po lesie zwanym Bierwieckim można natknąć się na wybrukowane drogi. Dziwi niektórych skąd takie drogi w takim miejscu. Zdziwienie budzą też pozostałości żelbetonowych budowli w lesie Sowie Góry. To ślady historii o ówczesnej nazwie Lager Kruszyna. Wielkość wykonanej pracy nie odzwierciedla wielkości cierpienia i tragedii setek ludzi w tym miejscu.



Decyzja o utworzeniu obozu zapadła latem, a jego budowę rozpoczęto po 15 września 1940 roku. Był to ostateczny termin wysiedlenia mieszkańców Bartodziej i 26 okolicznych wsi. Mieszkańcy Gorynia stawiali opór, nie chcieli porzucać ojcowizny. Goryń spalono, mieszkańców wymordowano. Część mieszkańców zostało, bo dokąd mieli iść? Zatrudniono ich przy budowie i w prowadzonym przez Niemców majątku rolnym. Niemcy zadbali o to by pracownicy nie mieszkali w swoich domach, a zajęli inne bliższe domostwa. Mężczyźni zostali skoszarowani by ograniczyć możliwość ucieczki i przyłączenia się do oddziałów partyzanckich oraz w celu utrzymania w tajemnicy budowy obozu.

Rzadko dostawali przepustki by zobaczyć się z rodziną. Rano przez wioski przejeżdżały samochody. Kogo dostrzeżono "zapraszano" do pracy. Jeżeli nie zgromadzono odpowiedniej ilości pracowników żołnierze wychodzili z samochodów. Niezadowoleni z tego faktu wchodzili do domów. Zabierali domowników z krzykiem, nie szczędząc razów. Rozwożono do pracy przy budowie, gospodarstwie, kuchni, pralni. Praca miała niewątpliwą zaletę. Dostawało się obiad. Nie trzeba było ryzykując życiem kraść z pól czy lasów. Rozbudowano stacje kolejowe Kruszyna i Bartodzieje. Zmeliorowano cały teren. Wybudowano drogi z kostki kamiennej. Wybudowano baraki, schrony, schron dowodzenia, schrony obserwacyjne, strzelnicę, kino i stołówkę. Przeniesiono część drewnianych budynków z okolicznych wiosek, tworząc miasteczko do treningu walk w terenie zabudowanym. Przeniesiono drewniany budynek szkoły, zamieniając go na dom dla komendanta. Dworek w Bartodziejach stał się hotelem dla wyższych oficerów, instruktorów i gości. W późniejszym okresie, gdy linia frontu była bliżej był tam szpital.

Powstały też obozy pracy dla Żydów w Kruszynie, Jedlińsku, Lesiowie i Dąbrowie Kozłowskiej. W dniu 16 grudnia 1942 roku Żydzi więzieni w Kruszynie zakończyli pracę. Następnego dnia dowiedzieli się o likwidacji obozu i planowanej deportacji do obozów zagłady. To wywołało bunt. Dokładna liczba przebywających tam wówczas Żydów nie jest znana. Szacuje się, że było to około 2 tysięcy. W dniach 18 i 19 grudnia 1942 roku spośród ocalałych 557 Żydów czekających na transport do obozów zagłady zabito 113 w czasie prób ucieczki i oporu. Kolejnych 18 osób zostało zabitych w czasie transportu do Jedlińska. Niektórym udało się uciec dość daleko zanim dosięgła ich kula. Ich zwłoki znajdowali i grzebali okoliczni mieszkańcy. Rolę taniej siły roboczej przejęli jeńcy radzieccy, z których 700 zostało pochowanych na cmentarzu w Goryniu. Z nadchodzących pociągów z jeńcami do celu połowa docierała martwa. W celu pozbywania się zwłok zamiast pochówków, stosowano prostszą metodę, sprawdzoną wcześniej na Żydach. Wykopywano doły i palono w nich ciała.

Powstał poligon gdzie tworzono i szkolono oddziały Wehrmachtu. Z okolicznych obozów jenieckich rekrutowano też jednostki złożone z jeńców radzieckich tzw. Ost-legiony. Na brak ochotników nie narzekano. Obóz jeńców radzieckich to było szczere pole ogrodzone drutem kolczastym. W czasie mrozów szanse na przeżycie mieli tylko ci stłoczeni w środku, o ile nie zostali zagnieceni. W takich warunkach niemal każdy usiłował zmienić swój los. Niemcy wykorzystali przy tym fakt, że ZSRR był zlepkiem wielu narodowości. Tworzyli, więc jednostki mające walczyć o wolną Gruzję, Turkiestan itp. Jeńcy zgłaszający się do Ost-legionów kierowani byli do zwalczania coraz aktywniejszej partyzantki. Wyróżniali się wyjątkowym okrucieństwem. Była to dla nich okazja do bezkarnych morderstw rabunków i gwałtów. Wraz ze zmieniającą się sytuacją na froncie ich światopogląd też się zmieniał. Wysyłani na akcje pacyfikacyjne nie wracali, przyłączając się do oddziałów partyzanckich lub tworząc bandy rabujące okolice. Niemców przy okazji też. Wobec takiej sytuacji Niemcy wysyłali rosyjskojęzyczne jednostki jak najdalej. Do Francji, Grecji, Holandii i Danii. W Kruszynie byli też francuscy ochotnicy (LVF), z których w dniu 1 września 1943 roku utworzono II, a w 1944 IV batalion 638 pułku piechoty. Ostatni żołnierze tej jednostki ginęli walcząc zaciekle w ruinach Berlina. Tych nielicznych, których udało się schwytać zabijano na miejscu lub deportowano do Francji, gdzie czekał na nich sąd. Skazywano ich na karę śmierci, w wyjątkowych okolicznościach na wieloletnie więzienie. Oprócz obozu Kruszyna w skład poligonu wszedł obóz Jedlnia. Ostatecznie teren poligonu zamykały miejscowości - od północy: Lipa, Grabnowola, Wola Chodkowska; od wschodu: Michałówka, Chinów Stary, Stanisławice; od południa: Augustów, Załamanek, Jedlnia Kościelna, Jedlnia Letnisko oraz od zachodu: Zielonka, Kruszyny, Bartodzieje, Lesiów, Rajec Poduchowny. W okresie walk o przyczółek warecko-magnuszewski i bitwy pod Studziankami w Woli Goryńskiej mieścił się sztab Spadochronowo-Pancernej Dywizji Luftwaffe "Hermann Goering". Tereny zajęte przez polskie i radzieckie wojska były w tym czasie ostrzeliwane przez baterie dział kolejowych. Między innymi ze stacji kolejowej Kruszyna i specjalnie wybudowanej bocznicy na północ od wsi Zielonka prowadzono ostrzał z działa kolejowego Siegfred kalibru 380 mm. Była to armata morska montowana między innymi na pancerniku Bismarck i Tirpitz. Zamontowana na platformie kolejowej miotała pociskami o wadze 800 kilogramów na odległość 42 kilometrów lub pociskami 495 kg na 55 km. Na stacji Kruszyna wyładowano też samobieżny moździerz typu Karl o kalibrze 600 mm. Po oddaniu strzału chował się w lesie.

Teren poligonu ostatecznie zdobyto w drugiej połowie stycznia 1945 roku po dwóch dniach krwawych walk. Po wojnie teren nasycony był niewypałami i dość długo trwało jego rozminowanie. Wtedy też część schronów została wysadzona. Pomimo użycia znacznej ilości materiałów wybuchowych a w jednym przypadku użycia prymitywnej formy bomby paliwowo-powietrznej tylko jeden schron został całkowicie zniszczony i rozebrany. W 1980 roku na tym terenie stacjonowała radziecka zmechanizowana jednostka wojskowa. Prawdopodobnie stanowiła siły odwodowe w wypadku nieopanowania sytuacji w Radomiu. Po wojnie teren starano się przywrócić do użytku rolniczego i leśnego. Obiekty poligonu były rozbierane i dewastowane. Oparły się tylko te najmocniejsze.



Do dnia dzisiejszego pozostały:

- rozbudowane stacje kolejowe Bartodzieje i Kruszyna. W Kruszynie na rampie wyładunkowej jeszcze jest widoczny podpis nadzorcy budowlanego i rok ukończenia budowy (Otto Lange 1942);

- rozbudowana sieć kolejowa i drogowa;

- bunkier dowodzenia o długości 18,46 i szerokości 7,40 metra. Znajdują się w nim trzy komory: przedsionek, Pomieszczenie dowództwa ze szczeliną obserwacyjną oraz izba żołnierska z miejscami do odpoczynku dla 24 żołnierzy. W izbie żołnierskiej znajdowała się wyciągarka z liną do holowania makiet strzelniczych. Teren, po którym holowano makiety został tak zryty pociskami i przesycony spalonymi materiałami wybuchowymi, że do dnia dzisiejszego nic nie chce tam rosnąć.

- 10 schronów amunicyjnych o wymiarach średnio 8,60 na 5,25 m. i wysokości do 3 m. Wewnątrz dwie komory: przedsionek i komora główna z miejscami do odpoczynku dla 4 żołnierzy. Mocowano w nim do ścian typowe nosze do transportu rannych składane na ścianę. Głównym jednak przeznaczeniem tych schronów było składowanie amunicji;

- jeden schron nietypowy z wejściem od wschodu spełniający podobne zadania. Wejścia większości obiektów są od północy. Strzelano w czasie ćwiczeń w kierunku północnym.(Znacznie lepiej się strzela mając słońce za plecami a nie świecące w oczy.);

- piwnica komendanta garnizonu pełniąca również funkcję schronu przeciwlotniczego;

- strzelnica;

- kotwa do mocowania bloczka liny holującej zmieniająca kierunek holowania makiet z prostopadłego na równoległy do schronu dowodzenia;

- schron obserwacyjny w miejscowości Lipa. To stąd informowano o celności i korygowano ogień artylerii w czasie ćwiczeń. Odległość od stanowisk artylerii 10 kilometrów;

Powoli zanikają:

- ruiny kina garnizonowego;

- ruiny stołówki z kuchnią;

- nasypy kolejowe w tym stanowiska bojowego armaty Siegfred;

- resztki mostu na Radomce budowanego w 1941 roku. Most budowano z uwagi, że istniejący miał za małą nośność. W tym czasie rozbudowywano też linie kolejowe w całym Generalnym Gubernatorstwie  przygotowując się do wojny z ZSRR;

-  rowy melioracyjne;

- pozostałości okopów i ziemianek;



Życie idzie naprzód. Potrzebne są pola pod uprawy. Potrzebny piach do budowy. Czasem wśród piachu i pól znajduje się kości. Ludzkie kości. I jak to na wsi - co niepotrzebne to do lasu. Jest tyle dołów i rowów do zasypania. Umierają świadkowie. Wielu niechętnie wspomina te czasy i chciałoby o nich zapomnieć. Chcieliby żeby te budowle starto z powierzchni ziemi. Czy aby na pewno to miejsce tragedii wielu ludzi, wielu narodowości zasługuje na zasypanie śmieciami i zapomnienie?

                                                                                                         Źródło:  www.bartodzieje.pl






10 komentarzy:

  1. Ciekawe klimaty. Dopisuję do ulubionych w kategorii 'Źródła' - może uda nam się kiedyś zajrzeć w te strony.

    Pozdrawiam :]

    OdpowiedzUsuń
  2. Paweł - rowerem za grosze22 września 2013 23:27

    Dzięki @Szymon, a jak rzeczywiście będziesz kiedyś w moich stronach to zapraszam. Chętnie porobię za przewodnika :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Cześć. Jestem z Radomia i zastanawiałem się gdzie pojeździć w najbliższym czasie. Dzięki za relacje. Jakbyś kiedyś zamierzał powtórzyć trasę to daj znać.
    Pozdrawiam Piotrek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Paweł - rowerem za grosze2 października 2013 13:15

      Cześć Piotrze, pewnie że zamierzam tam jeszcze wrócić (muszę przecież odszukać resztę bunkrów). Kiedy ? Może jeszcze w tym roku jak pogoda dopisze. Jeżeli byłbyś zainteresowany to najlepiej podeślij mi na maila jakiś namiar do siebie, to się kiedyś ugadamy.

      Usuń
  4. Piękne zdjęcia, fajna przygoda. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  5. Witam, świetna stronka gratuluje. Przy okazji mam parę pytań do tak doświadczonego rowerzysty. Po pierwsze primo: gdzie znaleźć taką mapę jak na foto?
    Kolejne pytanie dotyczy wypraw z rodzinką, mam 2 letniego syna, masz jakieś patenty na takiego malucha na dłuższej trasie, bo mi wiecznie usypia w foteliku i po wyprawie:)?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Paweł - rowerem za grosze25 października 2013 13:58

      Drogi Anonimie, dzięki za miłe słowa :)

      Ad1
      Mapa na foto to zwykła turystyczna mapa OKOLICE RADOMIA z roku 2011. Wydawca: Urząd Miejski w Radomiu - Wydział Edukacji,Sportu i Turystyki. Możesz zapytać u nich, powinni mieć.
      Drugie godne polecenia miejsce to księgarnia przy ulicy Kusocińskiego w Radomiu (obok poczty).

      Ad2
      Co do wypraw z dziećmi to niestety nie mam zbyt wielu doświadczeń. Moją córkę zacząłem wozić dużo dużo później, także ze spaniem już nie miałem problemów. Kiwająca się głowa u śpiącego 2-latka to ewidentnie nic dobrego. Kręgosłup maluszka nie jest jeszcze dostatecznie wykształcony.
      Dostosuj wycieczkę do możliwości małego człowieka. Swoje ambicje trzeba tu odłożyć na bok. Rób dużo przerw i w ogóle najlepiej by cała przejażdżka też nie była za długa. Ze względu na w/w kręgosłup malca, unikaj krawężników, kostek brukowych czy starych PRL-owskich chodników. Lepszy będzie park, las lub polne bite drogi.

      To wszystko tak ogólnikowo. Generalnie wycieczka ma być dla dziecka atrakcją, nie katorgą. Inaczej maluch zamiast polubić wycieczki, znienawidzi je.

      Pozdrawiam.

      Usuń
    2. Dziękuje za odpowiedź.
      Sorki za tego anonima, wydawało mi się,że się podpisałem.
      Masz oczywiście racje,że to powinna być przede wszystkim przyjemność dla malucha, ale czasami człowieka poniesie:). Mam jeszcze jedno pytanko: Miałeś, może jakieś doświadczenia z rowerami poziomymi? Pytam bo od jakiegoś czasu ( już od trzech lat:) ) zabieram się do zbudowania takiej konstrukcji, w układzie odwrócona delta, czyli dwa koła z przodu i jedno z tyłu. Idzie zima wiec może coś ruszy. Tym bardziej, że ramę już prawie zaprojektowałem.
      Alee się rozpisałem...:). Pozdrawiam.

      Usuń
    3. Paweł - rowerem za grosze2 listopada 2013 01:12

      Niestety, muszę Cię zmartwić. Nie mam doświadczenia z "poziomkami". Na takim rowerze nawet nie siedziałem, a swoją drogą sam jestem ciekaw jak to jest takim jeździć.
      Jest w Polsce para, bodajże małżeństwo i oni uprawiają turystykę właśnie na rowerach poziomych. Wiem to, bo kilka razy trafiłem do nich na stronę. Sęk w tym, że nie pamiętam jak oni się nazywali (lub strona). Szukałem, ale bez rezultatu. Poszperaj w sieci, może będziesz miał więcej szczęścia niż ja. Oni wiedzą wszystko o poziomkach.

      Usuń
  6. Witam, piękne zdjęcia, moje strony w których nie byłam wieki. Pozdrawiam ale bunkrów nie znałam.

    OdpowiedzUsuń

Dzięki za komentarz :-)
Uwaga ! Na blogu działa spamowstrzymywacz (spam = linki do stron komercyjnych, komentarze typu "wspaniała stronka, zajrzyj na moją WWW", zaproszenia do udziału w konkursie itp.).