Baner

Slideshow Image 1 Slideshow Image 2 Slideshow Image 3 slideshow slideshow slideshow slideshow
"Przygoda szuka tylko tych, którzy pozwalają ponieść się jej w bezkresną i niewiadomą dal..." - Karol Waszkiewicz

niedziela, 19 marca 2017

Zachodnia ściana - dzień 5



Wystartowałem o 8.30. Wcześniej ze względu na ziąb nie chciało mi się wstawać. W ogóle to stwierdziłem, że po raz ostatni funduję sobie wyjazd o tej porze roku. Jesienią jest już po prostu smętnie. Obrałem kierunek na Kostrzyn nad Odrą. Jadąc drogą nr. 22 mogłem podziwiać malowniczą zlewnię Warty. W 2001 roku utworzono tu Park Narodowy "Ujście Warty". Widziałem tysiące kołujących ptaków. Kolejne tysiące przesiadywały w niewielkich stadach. Ornitolodzy na pewno docenią to miejsce. W okresach mokrych można tu podziwiać malownicze rozlewiska. Ja niestety trafiłem na okres suchy, bo tych rozlewisk jakie widziałem na zdjęciach było jak na lekarstwo. Jednak sama w sobie niczym nie zmącona przestrzeń, już robi wystarczająco duże wrażenie. I tak przez dobre paręnaście kilometrów. Możliwości obserwacji jest sporo. Co kilka kilometrów można zjechać z trasy na niewielkie pomosty.
 

Równo w południe wjechałem do Kostrzyna Tu na moim cyklokomputerze wybiła okrągła sumka pięciuset przejechanych kilometrów od startu. Moje ciało też chyba straciło swoją pierwotną świeżość - w sensie fizycznym oczywiście. Zamiast rozglądać się za tym co można było zobaczyć, w znaczeniu turystycznym, moją uwagę przykuł kebab u Mirka i pobliska cukiernia. Nie było zmiłuj...  musiałem wchłonąć kebsa i dopiero po tym udałem się na zwiedzanie.

 
To przygraniczne miasteczko leżące na szlaku do Berlina stało się w 1945 r. areną zaciętych walk pomiędzy wycofującymi się Niemcami, a nacierającą Armią Czerwoną. Obwarowany ze wszech stron Kostrzyn był ostatnią linią oporu przed Berlinem i miał się bronić do końca. Skutkiem tego przedwojenna starówka i zamek praktycznie przestały istnieć. Co ciekawe, po wojnie ówczesne władze, inaczej niż wszędzie, podjęły decyzję by nie odbudowywać ze zniszczeń starego miasta. Uprzątnięto jedynie zalegający wszędzie gruz, a pozostałości zabudowań, zarośnięte bruki, krawężniki, cokoły, schody donikąd, fundamenty... wszystko to w niezmienionym stanie straszy do dziś.

















Nowy Kostrzyn oczywiście wyrósł obok, po drugiej stronie Warty, ale zgliszcza starego pozostały jako niemy świadek tamtych czasów.

Za namową Jacka z Zielonej Góry, którego kilka dni wcześniej poznałem, postanowiłem odwiedzić malutką miejscowość Banie. Leży ona kilkanaście kilometrów na zachód od Pyrzyc. Z tutejszą parafią pw. Matki Bożej Wspomożenia Wiernych wiąże się bardzo ciekawa, ale zarazem ponura historia. W XV wieku miejscowość znana była z odgrywanych tu uroczyście misteriów Męki Pańskiej. W rolę aktorów wcielali się sami mieszkańcy. W roku 1498 podczas corocznego spektaklu doszło do tragedii. Aktor odgrywający rolę rzymskiego legionisty Kasjusza  przebił i zabił osobę grającą ukrzyżowanego Chrystusa. Później okazało się, że obaj panowie mieli ze sobą na pieńku. Incydent wywołał spore zamieszanie, życie straciło wtedy jeszcze kilka osób. Sąd biskupi podjął wówczas decyzję o zakazie organizowania przez Banie misteriów. Podobno ów zakaz obowiązuje po dziś dzień.

 Parafia pw. Matki Bożej Wspomożenia Wiernych w Baniach.

Wieczór piątego dnia zastał mnie właśnie tutaj. Nie pozostało zatem nic innego jak rozejrzeć się za spokojnym lokum pod namiot. Do wyboru miałem dwie opcje: albo ruszam dalej i szukam miejscówki gdzieś po drodze w ustronnym miejscu, albo próbuję tu, w Baniach. Po krótkim namyśle stwierdziłem, że dalej nie jadę. 130 przejechanych tego dnia kilometrów wystarczy. Norma wykonana. Szybki rekonesans (bo słońce tuż nad horyzontem) - mamy kościół... i to całkiem okazały. A skoro jest kościół to musi być i plebania - może się uda. Trzeba tylko ją odnaleźć. Powolutku, metr za metrem przetaczałem się jednocześnie rozglądając na boki. Miejscowi tu i ówdzie wyglądający zza rogu czy zza płotu też nie omieszkali mnie zlustrować. W końcu nie co dzień widzi się takie kolorowe ufo :-)  Plebanię oczywiście po chwili znalazłem. Teraz pozostało tylko sprawdzić czy się nadaje. Była ogrodzona, wokół rosły dorodne, wielkie tuje. Część podwórka wybrukowana z zaparkowanymi samochodami. Pozostała część trawiasta - czyli mam wszystko czego mi potrzeba. Problemem było jedynie to, że nikogo nie było na zewnątrz, a stałem tam dłuższą chwilę w nadziei, że ktoś będzie wchodził lub wychodził. Nie praktykuję pukania czy dzwonienia do drzwi, ale w przypadku plebani stwierdziłem, że zrobię wyjątek. W końcu księża powinni służyć nam, swoim owieczkom pomocą :-) Od tego są.  Poza tym w piśmie świętym jest napisane, że "podróżnych w dom przyjąć". Kto jak kto, ale oni powinni to wiedzieć.
Nie myliłem się i już po chwili rozbijałem swoje trawnikowe M 1/10.



Treść była ciekawa ? Podziel się:

5 komentarzy:

  1. Super wyprawa po moich rodzinnych stronach. Jestem z Zielonej Góry i szkoda że szybciej nie natrafiłem na Twój blog. Naprawdę bardzo fajny opis trasy. W opisie wyczytałem że miałeś w planie dojechać do Szczecina czy udało się? Czy zakończyłeś na Kostrzynie. Mam w planach w tym roku z grupka znajomych pojechać pociągiem do Szczecina a następnie w weekend dojechać do Zielonej Góry i chętnie bym skorzystał z Twoich opisów bo naprawdę są rewelacyjne :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za miłe słowa Maćku. Co do mojej zeszłorocznej wyprawki to ostatni jej odcinek planuję opublikować w maju. Także póki co nie będę zdradzał jak się zakończyła :)

      Usuń
    2. Maj już blisko w takim razie czekam cierpliwie na dalszą część.
      Pozdrawiam

      Usuń
  2. Oj tak, Ujście Warty powinno spodobać się każdemu zwolennikowi otwartej przestrzeni. No i te ptasie odgłosy, co echem unoszą się w powietrzu. Do tego czasem można natknąć się na widok dzików, lisów albo jeleni. Super wyprawa, ciekawy kawał Polski :)

    OdpowiedzUsuń

Dzięki za komentarz :-)
Uwaga ! Na blogu działa spamowstrzymywacz (spam = linki do stron komercyjnych, komentarze typu "wspaniała stronka, zajrzyj na moją WWW", zaproszenia do udziału w konkursie itp.).