Baner

Slideshow Image 1 Slideshow Image 2 Slideshow Image 3 slideshow slideshow slideshow slideshow
"Przygoda szuka tylko tych, którzy pozwalają ponieść się jej w bezkresną i niewiadomą dal..." - Karol Waszkiewicz

poniedziałek, 25 maja 2015

[Radom i okolice] Wycieczka do Dęblina


Pociąg do Dęblina odjeżdżał z radomskiego dworca punktualnie o 8.30. Dzień wcześniej dałem info na stronie, że chętni mogą się przyłączyć do wycieczki, ale szybko okazało się, że jadę sam. Może to i lepiej. Jadąc w "nieznane" mógłbym być czasem upierdliwy dla współtowarzyszy wycieczki kręcąc się w kółko w poszukiwaniu jakiegoś obiektu czy miejsca. Na załączonej mapce trasa zawsze wygląda tak prosto. W rzeczywistości nieraz trzeba się naszukać tego czy owego. 

Po godzinnej podróży wysiadłem na stacji w Dęblinie i od razu, jakby na dzień dobry przywitał mnie ciekawy kolejowy eksponat...
- wąskotorowa ciuchcia. Świeżo wyremontowany budynek poczekalni dworcowej prezentuje się tak, jakby został wybudowany wczoraj. To zaledwie delikatny smaczek przed tym, co przyjdzie mi ujrzeć...

W centralnym miejscu stacji swe muskuły dumnie pręży parowóz wąskotorowy typu Ryś. Polska myśl techniczna z fabryki lokomotyw w Chrzanowie z 1949 roku.

 Drewniany budynek dworcowy pochodzący z końca XIX wieku. Część murowana (na dalszym planie) to już początek XX wieku.

Z pozoru zwykły kolejowy widok, ale również i tu można dopatrzeć się resztek starej infrastruktury. Pomiędzy torami, w linii ogrodzenia widoczny betonowy fundament,- to widoczny do dzisiaj ślad po żurawiu do nawadniania lokomotyw zatrzymujących się przy peronie.
fot. Jarek Franczyk                                                                                   źródło: www.bazakolejowa.pl

Po zobaczeniu wszystkiego co było możliwe do zobaczenia na stacji, ruszam ulicą Dworcową wzdłuż torów w kierunku, z którego przed chwilą przyjechałem pociągiem. Gdzieś tu ma się znajdować stara lokomotywownia, na zobaczenie której mam szczególne pragnienie. Poszukiwania nie trwają długo, po chwili wyrasta przede mną sporej wielkości budynek. Nie jestem jeszcze pewien czy to jest to czego szukam. Można tu swobodnie wjechać, wokół pusto, więc nie czekając aż ktoś mnie wypatrzy pakuję się do środka.

Tak, to jest to czego szukałem !!! 32-stanowiskowa, poniemiecka parowozownia z czasów II Wojny Światowej. Budynek w kształcie półksiężyca, albo wachlarza jak kto woli, robi ogromne wrażenie, jest tak wielki że nie mieści mi się w kadrze. Wokół mnóstwo jakiegoś żelastwa, gruzu i śmieci, natomiast ani śladu torowisk, które przecież musiały tu być. 

Zauważyłem, że wrota jednego ze stanowisk są uchylone, więc...ciekawość zwyciężyła :-)

Każde stanowisko było wyposażone w kanał w którym pracowali pod lokomotywą mechanicy. Po szynach pozostało jedynie wspomnienie i te kwadratowe ślady w miejscach mocowania.

Parowozownia podzielona jest wewnątrz na kilka mniejszych i większych hal

  Uwielbiam takie stare obiekty, a moja wścibskość nie zna granic. Zaglądam wszędzie gdzie się da :-)

Tam na górze urzędowało zapewne kierownictwo...

 
Każdy szanujący się zakład posiadał własną narzędziownię.

Tu uchował się jeszcze fragment torów.

O tym, że takie miejsca mogą być niebezpieczne niech świadczy to zdjęcie. W ostatniej hali wszystkie wzdłużne kanały przecina inny, większy i wyglądający na dużo głębszy, do tego zalany wodą. Do czego służył ? - nie wiem,- ale jedno wiem na pewno. Nie chciałbym przypadkiem wpaść do tej czarnej wody.

W niektórych miejscach współczesna farba odrywa się od ściany odsłaniając tym samym poprzednie, kto wie - może oryginalne podłoże z epoki.

Dęblińska parowozownia - widok od strony ulicy Towarowej.

Stan zachowania, pomimo powybijanych szyb, poniszczonych urządzeń i dachu jak sito oceniam na dobry. Żal patrzeć jak to wszystko popada w ruinę. Władze Dęblina powinny koniecznie coś z tym zrobić - póki jeszcze nie jest za późno. To miejsce cały czas ma  ogromny potencjał. Gdyby udało się odtworzyć torowiska i znajdującą się przed parowozownią obrotnicę.  Sprowadzić jakąś sprawną lokomotywę + kilka wagonów z epoki = wycieczki po okolicy - to w skali europejskiej byłaby to prawdziwa gratka dla miłośników dawnej techniki.   

Tyle pozostało po wspomnianej obrotnicy - zarośnięty, betonowy fundament i fragmenty torowiska.

Każde dziecko wie, że do napędu parowozów oprócz węgla niezbędne jest H2O. Nie musiałem długo szukać, pośród zarośli stoi ON - piękny, żeliwny hydrant którym "tankowano" lokomotywy.

Trochę się tu zasiedziałem, trochę rozmarzyłem, ale nie szkodzi, nie nudziło mi się. Nie sposób tak po prostu przejść (przejechać) obok kiedy tyle ciekawych rzeczy dookoła.

Następnym punktem na mapie miasta jest XIX-wieczna twierdza Dęblin. Sęk w tym, że jest to teren jednostki wojskowej i może być problem z wejściem.

Kamień węgielny pod budowę nowej twierdzy został położony w 1832 roku, a kilka lat później w 1837 rozpoczęły się główne prace budowlane. Twórcą umocnienia był rosyjski generał Iwan Iwanowicz Dehn będący w swoim czasie szefem inżynierii i kierownikiem innych budowanych lub rozbudowywanych twierdz: w Modlinie, Brześciu i Warszawie.
W efekcie prac w ówczesnym Iwangorodzie (tak wtedy nazywało się miasto Dęblin) powstała twierdza o zarysie pięciobocznym (pentagonalnym).

Moje obawy co do możliwości zwiedzenia obiektu sprawdziły się. Zagajony przeze mnie przypadkowy wartownik odparł, że możliwość zwiedzenia owszem jest - ale zarezerwowana raczej dla zorganizowanych grup i po wcześniejszym umówieniu się. Dobre i to, będzie okazja przyjechać jeszcze kiedyś do Dęblina.

 Zabudowania twierdzy Dęblin. To jedyne zdjęcie (wykonane z przeciwległego brzegu Wisły) jakim muszę się (Was) dziś zadowolić.

Po przekroczeniu mostu na Wiśle udaję się szosą nr. 48 do oddalonego o kilka kilometrów Zajezierza, by tu skręcić w lewo w lokalną drogę nr. 823. Teraz cały czas prosto, jakiś kilometr tak na oko, we wsi Borek jest rozwidlenie. Asfaltówka skręca w lewo, a na wprost odchodzi polna droga i to nią należy dalej pojechać. Z tego miejsca już widać rozległe mury fortu V Borek.

Całość nie wiedzieć czemu ogrodzona jest elektrycznym pastuchem - takim stosowanym na pastwiskach. Na słupku zaś wisi informacja, że ów obiekt to własność prywatna. Nie mam ochoty na własnym ciele sprawdzać czy pastuch jest pod napięciem, więc tylko z bezpiecznej odległości robię zdjęcie i jadę dalej.  

Radosna twórczość artystyczna zajezierzan - w sumie całkiem, całkiem udana. Ja bym tak nie namalował :-)

Kilka kilometrów dalej szosą nr. 48 w stronę Kozienic i po prawej stronie mamy kolejny, tym razem świetnie zamaskowany przez naturę fort VI Wannowskiego (Bema).

W tym miejscu spotykam starszego pana, którego zagaduję o fort. Miły dziadek na widok zainteresowanego historią tutejszych terenów młodziana, wyraźnie się ożywia. Potwierdza on, że te zarośla przed którymi stoję to resztki fortu Wannowskiego. Niewiele już pozostało z jego dawnej świetności. Gdzieniegdzie można jeszcze wejść do środka, ale za wiele nie zobaczymy, wszystko zasypane.
Rozmawiamy tak dłuższą chwilę i przy okazji wyjaśnia się obecność elektrycznego pastucha w poprzednim forcie. Otóż tamtejszy teren rzeczywiście jest prywatny, a właściciel wypasa tam konie - stąd owe ogrodzenie. Na wsi wszyscy o wszystkich wszystko wiedzą :-) - bez urazy dla wsi oczywiście :-)

Ledwo widoczne wejście...

...ale za wiele nie zobaczymy.

Wszystkie forty, zarówno te na lewym i prawym brzegu Wisły są efektem rozbudowy twierdzy Dęblin. W latach 1878-1915 oprócz tu przedstawionych wybudowano jeszcze pięć: fort I Młynki (przy szosie do Stężycy), fort II Mierzwiączka przy wsi o tej samej nazwie, fort III Dęblin powstał na lewym brzegu pod Masowem, fort IV Borowa ulokowany między wsiami Borowa i Skoki i fort VII Głusiec pomiędzy wsiami Głusiec i Przewóz.

To podobno część schronu kolejowego.
 Na temat fortów krąży legenda (potwierdził ją również starszy pan z którym rozmawiałem), że pierwotnie umocnienia zlokalizowane po drugiej stronie Wisły były połączone z główną dęblińską cytadelą tunelem przebiegającym pod jej korytem. Czy tak było - tego się nie dowiemy. Jedno jest pewne, nie trzeba być militarnym geniuszem by stwierdzić, że takie rozwiązanie miałoby sens, więc być może w tej legendzie jest ziarenko prawdy.

Pora ruszać w dalszą drogę. Ta trasa ma to do siebie, że praktycznie co kilka, góra kilkanaście kilometrów jest coś do zobaczenia, nie ma mowy o nudzie. Kolejnym obiektem na mojej liście jest pobenedyktyński zespół klasztorno-kościelny w Opactwie - nazwa od znajdującego się tu niegdyś opactwa zakonu benedyktynów.

Dawne Opactwo Benedyktyńskie w Sieciechowie - Opactwie. Obecnie kościół pw. Wniebowzięcia NMP.

Pierwotnie benedyktyński klasztor znajdował się w sąsiednim Sieciechowie. W latach 1342-1352 Wisła zmieniła swoje koryto "przenosząc się" 2 kilometry na wschód. Nadwiślański dotychczas gród Sieciecha stracił swe znaczenie, a Kazimierz Wielki zlecił budowę murowanego zamku (przy nowym korycie Wisły) mniej więcej w miejscu gdzie dziś podziwiać można ruiny fortu Wannowskiego. 
Zaradni benedyktyni nie chcąc pozostawać na uboczu również przenieśli się na nowe miejsce, bliżej zamku. Przenosząc się rozebrali dotychczasową budowlę w grodzie i ponownie wznieśli ją na nowym miejscu gdzie stoi po dziś dzień.
 Zabudowania klasztorne i kościół mocno ucierpiały w czasie I Wojny Światowej. Po wojnie w pierwszej kolejności zajęto się ratowaniem kościoła. Po dawnym klasztorze pozostała jedynie część południowo-wschodniego skrzydła.

Następny przystanek to wypoczynkowo-uzdrowiskowa Garbatka Letnisko, miejscowość położona na skraju Puszczy Kozienickiej. W tym celu spod kościoła w Opactwie cofam się szosą nr. 48 kilkaset metrów wstecz (kierunek Dęblin). Tuż za stacją CPN-u skręcam w prawo w lokalną drogę nr. 691. Moja trasa częściowo pokrywa się ze szlakami rowerowymi jakie tu wytyczono, ale szczerze powiedziawszy - nie zwracam na nie uwagi. Oznakowanie drogowe jest na tyle dobre, a ruch samochodowy na tyle mały, że do Garbatki  docieram bez konieczności wspomagania się mapą czy wspomnianymi szlakami.

Garbatka Letnisko - w tle budynek stacji kolejowej.

Okres największego rozwoju miejscowości przypada na przełom XIX i XX wieku kiedy to w roku 1885 wybudowano linię kolejową łączącą Radom z Dęblinem. W okresie międzywojennym Garbatka zasłynęła jako kurort wypoczynkowy, a pensjonaty i wille letniskowe zaczęły wyrastać jak grzyby po deszczu. 

 Willa "Słoneczna" wybudowana została bezpośrednio po zakończeniu I Wojny Światowej. Dokładna data nie jest znana. Pobudował ją na działce kolejowej nr. 2 Pan August Rutke. Budynek powstał z przeznaczeniem na pensjonat oraz kawiarnię i taką funkcję spełniał do wybuchu II Wojny Światowej.

Willa "Piotrówka" została zbudowana w 1928 roku. Jej nazwa pochodzi od właściciela Piotra Hornbergera, ówczesnego pracownika Polskiego Banku. 
W okresie okupacji "Piotrówka" była kwaterą dla niemieckich oficerów.

Willa "no name" przy ulicy Grabowej

Willa "Zofiówka" pochodząca z 1932 roku pobudowana przez rodzinę Sagatowskich.

Przykłady wspaniałych, zabytkowych willi można by mnożyć. Jest ich tu naprawdę dużo, zwłaszcza po północnej stronie torów na skraju Puszczy Kozienickiej. Są ukryte w lesie, jedne w lepszym stanie, drugie w gorszym. Wszechobecna cisza, ptasi śpiew i naturalny leśny półmrok robią swoje, aż nie chce mi się odjeżdżać. Tu naprawdę dobrze się wypoczywa.
Przedłużam pobyt w Garbatce jak tylko się da, ale koniec końców trzeba ruszać dalej, bo to nawet jeszcze nie półmetek dzisiejszej wycieczki.

Kolejny przystanek to Czarnolas. Z Garbatki prowadzi tam droga - chyba najbardziej lokalna z lokalnych bo na mojej mapie nie ma nawet przypisanego numeru. Jest za to szlak rowerowy czerwony, ale również i tu oznakowanie drogowe nie budzi moich najmniejszych zastrzeżeń. 

 Czarnolas - tu mieszkał i tworzył Jan Kochanowski. Niestety do naszych czasów nie przetrwał oryginalny dworek poety. Obecny w którym urządzono muzeum to XIX - wieczne dzieło rodziny Jabłonowskich.
Nie zachowała się również lipa w cieniu której mistrz Jan zwykł siadywać. W miejscu gdzie rosła wzniesiono kamienny obelisk.

Kościół pw. św. Stefana w Policznej. W niezachowanym kościele parafialnym dla Czarnolasu odbył się w 1584 r. pogrzeb poety Jana Kochanowskiego. Tu też zapewne było jego pierwsze miejsce spoczynku. 300 lat później, w obecnym budynku świątyni wybudowanym w latach 1889-1894 Stefan Żeromski zawarł związek małżeński z Oktawią Rodkiewicz. Świadkiem był Aleksander Głowacki (Bolesław Prus).

Policzna była ostatnim zaplanowanym przystankiem na trasie mojej wycieczki. Obieram kierunek dom i już bez zatrzymywania się przez wsie: Suskowola, Czarna Wieś, Słupica docieram do Radomia.

To był intensywny dzień, nie spodziewałem się, że zobaczę tyle ciekawych miejsc. Największe wrażenie wywarł na mnie...- bez dwóch zadań - Dęblin. Wisienką na torcie byłoby zwiedzenie twierdzy, ale nic to, będzie okazja by tu jeszcze wrócić (ze zorganizowaną grupą) i ją zwiedzić. 

Mój licznik wskazał 107 przejechanych kilometrów. Przy okazji dowiedziałem się, że niechcący ustanowiłem nowy rekord świata w prędkości maksymalnej na rowerze :-)

Trasę, nie licząc ostatniego, kilkusetmetrowego odcinka wzdłuż torów (który zresztą jakby co łatwo można ominąć) i paru dojazdówek do poszczególnych obiektów, wytyczyłem w całości drogami asfaltowymi, także na tej wycieczce sprawdzi się nawet i rasowa szosówka. Ruch samochodowy znikomy (niedziela), więc śmiało można wybrać się z dziećmi. Chociaż zważywszy na dość znaczny dystans, najlepiej jak będą to dzieci już nieco starsze i zaprawione w rowerowej marszrucie. 
Na duży plus należy zaliczyć fakt, że przez cały czas poruszamy się w bliższej lub dalszej odległości wzdłuż linii kolejowej Radom-Dęblin. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby prezentowaną wycieczkę w dowolnym momencie sobie skrócić jeżeli zajdzie taka potrzeba.  

Na koniec jak zawsze dokładna mapka wraz z profilem wysokościowym trasy. Ten malutki "ząbek" z lewej strony na górnym wykresie to koryto Wisły :-)

 
Treść była ciekawa ? Podziel się:

6 komentarzy:

  1. Fajna wyprawa,gratuję!

    OdpowiedzUsuń
  2. Gratuluje rekordu swiata :)
    Fajna wyprawa.

    OdpowiedzUsuń
  3. Cześć,fajna wyprawa,znajome okolice,Ale Dęblin jeszcze nie zdobyty,choć już w planach parę razy był może w tym roku się uda

    OdpowiedzUsuń
  4. Cześć,
    hmm... swego czasu, to przynajmniej ze 2-3 razy do roku pokonywałem tę trasę z kolegami, ale odwrotnie niż Ty, czyli z Radomia do Dęblina i powrót pociągiem. Polecam zwłaszcza odcinek Miodne- Garbatka- jak dla mnie, jest to najpiękniejsza droga dla rowerów w Puszczy Kozienickiej. A okolice Garbatki Zbyczyn, to takie nasze małe Mazury :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Szanowny Kolego!Znam dobrze parowozownię w Dęblinie.Pracowałem na kolei i do Dęblina przyjeżdżałem na parowozie.Dla ciekawości mogę poinformować że tem poprzeczny głęboki kanał służył do wymontowywania zastawów kołowych z parowozów w wypadku ich uszkodznia.Nazywaliśmy to zapadnią.Szkoda że taki obiekt został praktycznie zniszczony.To jednak nie pierwszy i chyba nie ostatni.Podobnego losu "doczekała się również chociaż dużo mniejsza parowozownia w Chełmie,w Radomiu też po parowozowni nie ma nawet śladu.Miałem możliwość zwiedzenia twierdzy w Dęblinie w trakcie pobytu na PTTK-owskim Zlocie Turystów Kolarzy w Rykach w roku 2000.Polecam o ile będzie możliwość zwiedzić obiekt,jeszcze ciekawsza jest twierdza w Modlinie,największa na terenie Polski jako jeden obiekt.Największym zespołem obronnym jest nigdy nie zdobyty zespół forteczny Przemyśl.Pozdrawiam i życzę ciekawch wycieczek!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Panie Witoldzie za wyjaśnienie. Nie ma nic lepszego niż informacja od człowieka, który tam pracował.

      Usuń

Dzięki za komentarz :-)
Uwaga ! Na blogu działa spamowstrzymywacz (spam = linki do stron komercyjnych, komentarze typu "wspaniała stronka, zajrzyj na moją WWW", zaproszenia do udziału w konkursie itp.).