Baner

Slideshow Image 1 Slideshow Image 2 Slideshow Image 3 slideshow slideshow slideshow slideshow
"Przygoda szuka tylko tych, którzy pozwalają ponieść się jej w bezkresną i niewiadomą dal..." - Karol Waszkiewicz

piątek, 27 czerwca 2014

[Radom i okolice] Przez Kozienice nad Wisłę


Rowerocykloza chyba poczyniła już znaczne spustoszenia w moim zdegenerowanym mózgu, bo dziś wymyśliłem sobie, że pojadę do Kozienic i dalej nad Wisłę. Niby nic takiego gdyby nie fakt, że prognozy nie były zbyt optymistyczne tego dnia. Miało padać, wiać, grzmieć, błyskać się i co tam jeszcze...Każdy normalny człowiek zostałby w domu - NIE JA. Żeby nie wyszło jednak, że jestem totalnym kamikadze dodam tylko, że cały ten spektakl na niebie miał mieć miejsce dopiero w drugiej połowie dnia. Niewiele myśląc nastawiłem budzik na 4 rano w niedzielę, by godzinę później schodzić z rowerem po schodach. Pechowo bo jeszcze na klatce, wypadł mi z koszyka jak żywy bidon z piciem robiąc trochę hałasu  (pozdrawiam sąsiadów). Miałem jakieś 7-8 godzin na wykonanie planu przed nadejściem złego, o ile IMGW się nie pomylił.


 Duża część trasy przebiega lasami Puszczy Kozienickiej, będzie dużo szybkich szutrowych odcinków. Ze względu na spory dystans (ok. 60-70 km) proponuję najpierw pociągiem lub samochodem dojechać do Pionek i dopiero tu wsiąść na rower.

 
Z pionkowskiego dworca PKP lawirując między kałużami, wyruszam ulicą Augustowską ku nowej przygodzie. Po kilku kilometrach we wsi Augustów mam do wyboru dwa szlaki: czarny pieszy mający swój początek na terenie Izby Dydaktyczno Muzealnej lub czerwony rowerowy. Ponieważ Izba D-M jest zamknięta na cztery spusty, wybieram czerwony, który po paru kilometrach i tak łączy się ze wspomnianym czarnym. Obydwa szlaki wyprowadzą nas do szerokiej i równej leśnej drogi. To dojazdówka łącząca parking przy Rezerwacie Królewskie Źródła z szosą nr. 737. Uwaga na jeżdżące tędy samochody, czasami jest naprawdę tłoczno, a tumany kurzu wzbite w powietrze tylko utwierdzają mnie w przekonaniu, że lepiej stąd czym prędzej uciec. 

Wybieram ładnie wyglądającą drogę pożarową nr. 301. To dobrze ubita, wysypana drobnym żwirem arteria. Wyżyć tu mogą się wszyscy Ci, mający rower MTB z amortyzacją i na grubych, terenowych oponach. 

 Uwaga na szosę łączącą Kozienice z Radomiem, którą to w pewnym momencie trzeba przekroczyć. Dalej cały czas prosto, skrajem lasu docieramy do wsi Stanisławice.

Oryginalna przydrożna kapliczka. Stary pień drzewa zabezpieczony dodatkowo metalową konstrukcją i zadaszony mini daszkiem.
Stąd już rzut beretem do celu naszej dzisiejszej wycieczki - Kozienic.

Pierwsza pisemna wzmianka o Kozienicach pochodzi z 1206 roku. To niewielkie miasteczko wielokrotnie na przestrzeni wieków odgrywało ważną rolę w dziejach Polski. To tu, w otaczającej Kozienice puszczy odbywały się w 1409-1410 roku wielkie polowania mające na celu zabezpieczenie w żywność wojsk królewskich, idących na wojnę z Krzyżakami.
  Na zdjęciu Pałac Stanisława Augusta z 1775 r. Odbudowany ze zniszczeń po II Wojnie Światowej, niestety dość znacznie różni się od pierwowzoru.

Fasada pałacu przed 1929 r.
Zdjęcie przekopiowane z tablicy informacyjnej przed pałacem.

Na polecenie królewskie mistrz Jarosław z Kozienic, buduje cud ówczesnej inżynierii, drewniany most łyżwowy, którym na drugi brzeg Wisły przeprawiły się wojska Władysława Jagiełły, zmierzające na wielki bój z Zakonem Krzyżackim.
Na zdjęciu replika mostu łyżwowego wspartego na łodziach.

Na pamiątkę tego wydarzenia w parku miejskim możemy podziwiać rzeźby przedstawiające postacie historyczne: króla Władysława Jagiełłę na koniu, mistrza Jarosława i Dobrogosta Czarnego starostę radomskiego.

8 listopada Roku Pańskiego 1466.
 Król Kazimierz Jagiellończyk uciekając z Krakowa przed szalejącą zarazą, chroni się w otoczonych lasami Kozienicach. Niespełna dwa miesiące później, pierwszego dnia nowego roku przychodzi na świat królewicz Zygmunt zwany Starym. 
Na zdjęciu pomnik uznawany za najstarszy świecki w Polsce upamiętniający narodziny króla.

Kozienice leżą w bliskim sąsiedztwie królowej polskich rzek, Wisły. To tylko kilka kilometrów na północ, więc grzechem byłoby nie pojechać. Szosą okalającą park miejski wyjeżdżam z miasteczka w kierunku wsi Przewóz.

Nadwiślańska okolica Kozienic to świetnie prosperujące gospodarstwa rolne.

Nie dłużej niż dwa kwadranse i stoję na szczycie wału przeciwpowodziowego Wisły. Niestety nic nie widać, bo brzeg rzeki szczelnie porastają drzewa i zarośla. Wybieram pierwszą lepszą ścieżkę i próbuję się przedostać. Wybór nie jest najszczęśliwszy bo z każdym metrem jest coraz bardziej grząsko, a wokół chaszcze. Dopiero druga, losowo wybrana dróżka doprowadza mnie do ładnej, piaszczystej plaży.

Poziom wody w Wiśle chyba nie jest zbyt wysoki. Ta jaśniejsza plama na rzece to mielizna.

I jeszcze ujęcie z drugiej strony.

 Lubię porównania. Zobaczcie jak wyglądała Wisła dwa lata temu, mniej więcej w tym samym miejscu, kiedy jej stan był rekordowo niski.

Sucha jesień 2012 r.

  Główne koryto rzeki było tak wąskie, że bez problemu moglem przerzucić kamień na drugą stronę !    

Stara nadwiślańska zabudowa.

Przejechałem w górę rzeki kilka kilometrów do miejsca, w którym ni stąd ni zowąd przy samym wale pojawiła się równiutka jak stół droga asfaltowa. To był dobry moment by skierować się w stronę domu (Pionek). Przez miejscowości Wólka Tyrzyńska, Janików, Śmietanki (cały czas szlakiem zielonym rowerowym), przecinając po drodze szosę nr.79 dotarłem na powrót do Puszczy Kozienickiej.  

Na skraju Puszczy około 3-4 kilometry przed Królewskimi Źródłami natrafiłem na taki fantastyczny twór na rzece Zagożdżonce.

 Przyznam szczerze, że skrzypiące i z lekka wyginające się drewniane bale, początkowo nie wzbudziły mojego zaufania, jednak po bliższym zapoznaniu się mogę stwierdzić, że to całkiem solidna, a przy tym niesamowicie fotogeniczna konstrukcja.

Wrota do Rezerwatu Królewskie Źródła

Na terenie rezerwatu znajduje się wiele źródełek przy rzece Zagożdżonce, będących jednocześnie rozlewiskiem tej rzeki. Legenda głosi, że król Władysław Jagiełło podczas licznych polowań korzystał ze źródełek (według zapisów historycznych 23 razy) stąd nazwa rezerwatu. 

Jeszcze nie tak dawno to miejsce znane było tylko nielicznym, głównie mieszkańcom okolicznych wiosek. Dziś Królewskie Źródła tętnią życiem, a parking przed rezerwatem w każdą sobotę i niedzielę pęka w szwach. Niestety, nadmierna popularność bywa szkodliwa. Kilka lat temu zaszkodziła znajdującej się tu leśniczówce, która to spłonęła doszczętnie.

Ze źródeł wyruszam czarnym rowerowym w kierunku Pionek. To już ostatni odcinek wycieczki. Po drodze warto się jeszcze zatrzymać na moment przy malowniczym stawie na rzece Brzeźniczce.

Podsumowanie:
Przedstawiona trasa to około 40% teren, głownie lasy i 60% drogi asfaltowe (ruch znikomy), przy czym stan tych ostatnich zasługuje na uznanie. Dystans do przejechania zakładając start i metę w Pionkach, to w sumie około 60-70 kilometrów. Do Pionek bez problemu można dojechać pociągiem lub samochodem (z Radomia to 22 km.).
  Tym razem nie mogłem też narzekać na oznakowanie szlaków, jest naprawdę przyzwoite. Wyjątek stanowi odcinek wzdłuż Wisły, gdzie ponoć miałem się poruszać zielonym rowerowym. Pogubiłem się też nieco na odcinku od Wisły do miejscowości Śmietanki, ale tylko dlatego, że wcześniej nie było oznaczeń. Generalnie pomimo ogólnie dobrego oznakowania, polecam mieć pod ręką dobrą mapę.
 
Poniżej mapa z profilem topograficznym trasy, który tym razem wygląda bardzo ciekawie.
  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dzięki za komentarz :-)
Uwaga ! Na blogu działa spamowstrzymywacz (spam = linki do stron komercyjnych, komentarze typu "wspaniała stronka, zajrzyj na moją WWW", zaproszenia do udziału w konkursie itp.).