Baner

Slideshow Image 1 Slideshow Image 2 Slideshow Image 3 slideshow slideshow slideshow slideshow
"Przygoda szuka tylko tych, którzy pozwalają ponieść się jej w bezkresną i niewiadomą dal..." - Karol Waszkiewicz

niedziela, 3 sierpnia 2014

[Radom i okolice] Wycieczka do Siczek


Dziś przedstawię wycieczkę do miejsca, które chyba każdy radomianin zna i zapewne większość z Was choć raz tam była. Zalew w Siczkach, bo o nim mowa to miejsce bardzo popularne. Co roku tłumnie zjeżdżają tu rowerzyści, fani sportów wodnych czy głodni plażowego słońca. Pokażę jak tam dojechać nie korzystając z niebezpiecznej szosy nr. 737, a przy tym zaprezentuję po drodze miejsca godne uwagi jako urozmaicenie całej wycieczki. Zapraszam do lektury.

Z Radomia wyjeżdżamy ulicą Kozienicką. Na rondzie Jerzego Popiełuszki kierujemy się w stronę Kozienic by po chwili skręcić w prawo w ulicę Apoloniusza Kędzierskiego. Jedziemy cały czas prosto, aż do torów relacji Radom-Dęblin. Tu droga gwałtownie się kończy (choć z drugiej strony torów jest ciąg dalszy) usypanym z ziemi wałem. Przejazd samochodem nie jest możliwy, ale piesi i rowerzyści z powodzeniem przechodzą na drugą stronę, oczywiście z zachowaniem szczególnej ostrożności. Tak czynię też i ja.

Tuż za torami trafiamy na wytyczony wzdłuż nich czarny szlak rowerowy. Niestety po ostatnich opadach wygląda jak na zdjęciu. Na szczęście bez problemu można ten odcinek objechać. Wystarczy za dzikim przejazdem kolejowym nigdzie nie skręcać, tylko trzymać się głównej częściowo asfaltowej, a częściowo gruntowej drogi. Tak dotrzemy do miejscowości Myśliszewice. Tu na skrzyżowaniu przy szkole skręcamy w lewo, by po kilkuset metrach, tym razem przy kościele w Groszowicach skręcić w prawo.

W miejscowości Wrzosów skręcamy w lewo skos w uliczkę o wdzięcznej nazwie Wesoła i po kilkuset metrach możemy podziwiać stary młyn na rzece Pacynce.

Młyn z Wrzosowa jest jednym z dziesięciu znajdujących się kiedyś w obrębie Pacynki. Obecnie nad rzeką możemy obserwować tylko ruiny.

Od młyna już tylko przysłowiowy "rzut beretem" i jesteśmy w Jedlni Letnisko. Warto "pokręcić" się po wąskich uliczkach miasteczka w poszukiwaniu takich jak ta, chałup starej daty.

Żelaznym punktem wizyty w Jedlni Letnisko jest wyjątkowy kościółek z ulicy Wojciechowskiego 12. Wyjątkowy, bo jedyny w woj. mazowieckim wybudowany w stylu zakopiańskim.

Budowę kościoła pw. Św. Józefa rozpoczęto w 1905 by już rok później w 1906 uroczyście ją poświęcić.

  Obecny styl małopolski zawdzięczamy inż. Julianowi Jakubowskiemu. To według jego projektu w latach 20-tych  XX wieku świątynię rozbudowano.
Na zdjęciu z prawej strony widoczna część letnia z okazałym kamiennym ołtarzem.

W przykościelnej dzwonnicy znajdują się trzy dzwony: największy (400 kg) z ofiar parafian o imieniu "Józef", średni (180 kg) nazwany imionami dzieci ofiarodawców "Kazimierz-Maria" i mały (100 kg) -"Krystyna-Stanisław-Zofia".

Z tutejszą parafią wiąże się pewna bardzo ciekawa historia. Historia cmentarza parafialnego...posłuchajcie:

  Już pierwszego dnia pobytu proboszcza w parafii wydarzył się wypadek śmierci. Pewien gospodarz z Myśliszewic, idąc na pierwsze nabożeństwo, upadł tak nieszczęśliwie na zalodzonej drodze, że "zabił się i umarł na miejscu nie pojednawszy się z Bogiem przez ostatnie Sakramenta Św."
  Ponieważ nie było cmentarza grzebalnego, "mieszkańcy wsi najbliższe Aleksandrowa" zaraz po Mszy św. urządzili zebranie i oddali z terenu pastwisk dwie morgi ziemi pod miejsce spoczynku zmarłych.
  Nazajutrz, jednocześnie z pogrzebem, należało miejsce przeznaczone na cmentarz poświęcić i w tym celu przybył Ksiądz Dziekan Piotr Górski w asyście wikarego, ks. Pospieszyńskiego.
  "Po odbytych egzekwiach w Kaplicy, ruszył żałobny kondukt pogrzebowy, prowadzony przez Księdza Dziekana i dwóch Kapłanów, na miejsce wiecznego spoczynku. Przed rozpoczęciem ceremonii poświęcenia cmentarza uczestnicy konduktu pogrzebowego, a głównie mieszkańcy Myśliszewic oraz niezadowoleni parafianie innych wiosek podnieśli w tłumie wrzask i niesamowity krzyk usiłując przeszkodzić ceremoni poświęcenia cmentarza. Znaleźli się tłumie i tacy, którzy wykrzykiwali, że nie pozwolą nikomu zdjąć z wozu trumny ze zwłokami i pochować. Próbowano nawet siłą wóz z trumną opanować, by złoki nieboszczyka zawieść do Radomia na cmentarz grzebalny. Na widok tego zajścia Ksiądz Dziekan zareagował energicznie, tłum uspokoił, najśmielszego krzykacza spośród uczestników tego pogrzebu uderzył zrzucając mu czapkę z głowy. Słowa zaś skierowane do niego: "Gałganie! ty drugi będziesz leżał na tym cmentarzu!" - uśmierzyły zrewoltowany tłum. Dokonano wtedy poświęcenia miejsca przeznaczonego na cmentarz, poczem już bez żadnych sprzeciwów trumnę ze zwłokami nieboszczyka złożono w uprzednio przygotowanym grobie. W pierwszym tygodniu pasterzowania zdarzyło się jeszcze dwa wypadki śmierci w parafii".
  Ponieważ trzy pierwsze wypadki śmierci zdarzyły się w przeciągu tygodnia czasu, zatem proboszcz nie miał możliwości zwrócić się do władz administracyjnych o zalegalizowanie przeznaczonego na grzebanie zmarłych miejsca.
  W wyniku skargi kilku letników cmentarz zamknięto i nakazano grzebanie zmarłych w Radomiu. Jednakże, gdy zdarzył się kolejny wypadek śmierci, ksiądz proboszcz wykazał wobec władz stanowczość, chociaż w dniu pogrzebu, po nabożeństwie zjawiła się policja, by nie dopuścić do pochówku. Zebranych ksiądz proboszcz skierował na konselację, a sam udał się powtórnie do Starostwa, by odwołano zakaz grzebania na cmentarzu parafialnym, używając argumentu, że na "bezzwłoczne i definitywne tej sprawy załatwienie czekają na katafalku zwłoki nieboszczki".
  Dwa dni i dwie noce faktycznie zmarła oczekiwała na pogrzeb - aż komisja zatwierdziła granice cmentarza i zezwoliła na grzebanie zmarłych.

Źródło: http://www.jozef.info.pl/

Jak widać, spory były, są i będą, nic się nie zmieniło w tej kwestii od 100 lat, a pewnie i od zarania dziejów.

 Pokrzepiony widokiem stylowej świątyni ruszam dalej w dół ulicą Wojciechowskiego, wprost do miejscowego centrum rozrywki, zalewu "Siczki". Jego nazwa może być dla niektórych myląca, bo zalew w całości położony jest na terenie Jedlni Letnisko. Z kolei miejscowość Siczki znajduje się po drugiej stronie trasy kozienickiej.
Budowę zalewu rozpoczęto w 1970 r. Aby utworzyć zbiornik, konieczne było wydobycie 225 tysięcy metrów sześciennych torfu. Nie było to łatwe zważywszy na fakt, że na tym terenie znaleziono mnóstwo niewybuchów z czasów II Wojny Światowej.

Przy ulicy Nadrzecznej (południowy brzeg zalewu) na przełomie XIX i XX wieku, zaczęły powstawać pierwsze domy letniskowe, budowane na wzór podwarszawskich willi. Do czasów obecnych zachowało się kilka ponad stuletnich willi. Na zdjęciu willa wybudowana przez Czesława Golczewskiego w 1898 roku.

Z szerokiego i wygodnego deptaka przenoszę się przez niewielki mostek na północny brzeg zalewu, do Rezerwatu Przyrody "Jedlnia". Tu odnajduję zielony szlak pieszy i od tej chwili, praktycznie do końca wycieczki będę nim podążał.

Na terenie rezerwatu znajdują się mogiły ofiar hitlerowskiego terroru, pomordowanych w okresie II Wojny Światowej.

Zielony pieszy wyprowadza mnie do drogi Radom-Kozienice UWAGA, DUŻY RUCH SAMOCHODOWY.  Po drugiej stronie szosy już bez przeszkód jedziemy dalej. Po około 2,5-3 kilometrach dojedziemy do dwóch charakterystycznych obwałowań ziemnych. To element starej poniemieckiej strzelnicy, tu należy skręcić w prawo i po 150-200 metrach zobaczymy strzelnicę w pełnej krasie. Na solidnych kulochwytach zdążyły wyrosnąć pokaźne drzewa. Są tu zadaszone ławki, więc można urządzić sobie przerwę połączoną z poszukiwaniem wystrzelonych pocisków. 
Obiekt zachował się w zaskakująco dobrym stanie, a świadczyć o tym może fakt, że strzelnica wykorzystywana była jeszcze w latach 90-tych XX wieku.

Jednym z ciekawszych miejsc na zielonym pieszym są pozostałości po obozie szkoleniowym armii niemieckiej Lager Jedlnia (patrz mapka). Obóz ten był częścią dużego niemieckiego poligonu o nazwie Truppenübungsplatz Mitte Radom, w skład którego wchodził też obóz Lager Kruszyna.

Pomiędzy Siczkami, a przedpolem Dąbrowy Kozłowskiej natkniemy się na: okopy, leje, nasypy, fragmenty fundamentów.

Są też przedmioty niewiadomego pochodzenia, wyglądające jak resztki armatury sanitarnej. Czy nimi są naprawdę ? Tego nie wiem nie znam się, w każdym bądź razie wyglądają tajemniczo.

Jedno wiem na pewno, lato to nie jest najwłaściwsza pora na poszukiwanie śladów bytności Niemców. Po pierwsze atakujące zewsząd komary, po drugie las w dużej mierze liściasty, jest miejscami tak gęsty, że nawet najbardziej okazały obiekt jeżeli gdzieś jest, to i tak małe szanse, że go dostrzeżemy. 

Ostatnie kilometry przed metą to malowniczy odcinek zielonego pieszego przecinający rzekę Pacynkę. Co odważniejsi mogą wąską kładkę przejechać bez zsiadania z roweru :)
 Z puszczy wyjedziemy przy kominie elektrociepłowni.

Podsumowanie

Przedstawioną wycieczkę śmiało mogę zaliczyć do łatwych. Dystans do pokonania niewielki bo około 30-40 kilometrów. Po drodze nie napotkamy uciążliwych podjazdów, ani kopnego piachu. Duża część trasy przebiega lasami Puszczy Kozienickiej, jednak mimo to jedzie się komfortowo. Gdybym miał się czegoś przyczepić to jedynie tego, że na odcinku od mogił w Rezerwacie Jedlnia do szosy kozienickiej szlak jest nieco zaniedbany. Głównie chodzi o zarośla przez które trzeba się przedzierać, natomiast oznakowanie nie budzi zastrzeżeń.

Jeszcze słów kilka o zielonym szlaku pieszym. Otóż ostatnie kilometry przed Radomiem mogą być nieco bardziej trudne technicznie lub szlak może być wręcz nieprzejezdny. Mam tu na myśli Pacynkę, która w okresie obfitych opadów deszczu "lubi" podtapiać okolicę. Jeżeli nie macie pewności co do jej stanu, albo poruszacie się na rowerze z ogumieniem szosowym, to polecam plan B. W miejscu, gdzie szlak zielony prowadzi skrajem lasu (las po naszej lewej, a pola po prawej) polecam skręcić w pierwszą lepszą główną drogę w prawo by dostać się do Dąbrowy Kozłowskiej, dalej po dojechaniu do asfaltu pierwsza w lewo przy kapliczce lub przy kościele (zależy gdzie wyjedziemy) i cały czas prosto, aż do szosy Rajec-Kozłów. Tu należy skręcić w lewo i dalej przez Nową lub Starą Wolę Gołębiowską, albo trzecia opcja - przez Rajec dojechać do Radomia.
Poniżej mapka trasy wraz z wykresem wysokościowym.
      

1 komentarz:

  1. Bardzo czytelnie rozpisana moja ulubiona trasa, ktora usiluje sobie modyfikowac ostatnimi czasy, przy okazji kolejnych wypadow na dziesiatki sposobow i odnosze wrazenie, ze nigdy mi sie ona nie znudzi :)

    OdpowiedzUsuń

Dzięki za komentarz :-)
Uwaga ! Na blogu działa spamowstrzymywacz (spam = linki do stron komercyjnych, komentarze typu "wspaniała stronka, zajrzyj na moją WWW", zaproszenia do udziału w konkursie itp.).