Baner

Slideshow Image 1 Slideshow Image 2 Slideshow Image 3 slideshow slideshow slideshow slideshow
"Przygoda szuka tylko tych, którzy pozwalają ponieść się jej w bezkresną i niewiadomą dal..." - Karol Waszkiewicz

sobota, 28 maja 2011

Kazimierz Dolny nad Wisłą



  Było to w sierpniu 2011 roku. Jakoś tak wyszło tego roku, że nic nie wyszło to znaczy nie udało się nigdzie dalej wyjechać w długi majowy weekend. Jeżeli nie kilka dni to może jeden dzień ? Na odzew nie trzeba było długo czekać i wspólnie (Piotr, Maciek i ja) wybraliśmy nasz kolejny cel. Kazimierz Dolny nad Wisłą bo o nim mowa wielokrotnie był przeze mnie odwiedzany. Zawsze odbywało się to w ten sam sposób, czyli wsiadałem na rower i gnałem, a dystans z Radomia do Kazimierza przez Janowiec to około 50 - 60 kilometrów. Na miejscu rundka wokół miasta, zjazd wąwozem - kolejne kilka kilometrów. Rynek zawsze był takim półmetkiem. Potem powrót czyli znów 50 -60 kilometrów. Tym razem rowery załadowaliśmy do samochodu i po godzinie jazdy około 9 byliśmy na miejscu
. wycieczkę rozpoczęliśmy od wjechania na wał przy przystani po czym tymże wałem skierowaliśmy się na południe. Pierwsze metry to równy jak stół deptak. Pomimo wczesnej pory są już pierwsi spacerowicze. Towarzyszą nam piękne widoki, na lewo skały, na prawo Wisła. Szybko docieramy do miejsca gdzie skręcamy w lewo w drogę z płyt betonowych. Tu napotykamy naprawdę stromy podjazd i w tempie 5 km/h wtaczamy się na górę do szutrowej drogi łączącej Kazimierz i Mięćmierz. Skręt w prawo i po chwili pędzimy na zjeździe wprost do wioski. Urok tego miejsca jest tak wielki, iż nie sposób przejechać obojętnie. Zatrzymujemy się przy przepięknym wiatraku jak z bajki i za zgodą właściciela wchodzimy na teren posesji. Wiatrak jak z bajki to jedno. Miejsce w którym stoi to marzenie w czystej postaci. Widok zapiera dech. Stoimy na dość wysokiej skarpie z metr od krawędzi, nie ma zabezpieczeń co dodatkowo potęguje doznania. W dole płynie sobie Wisła, na przeciwległym jej brzegu majaczą ruiny zamku w Janowcu i wszechobecna zieleń. Tu przyroda jeszcze nie przegrała z cywilizacją. Robimy kilka zdjęć i dalej w drogę.
  Jedziemy Szlakiem Nadwiślańskim, a raczej próbujemy jechać bo ten odcinek jest bardzo wymagający. Droga na przemian prowadzi stromo ku górze by za chwilę gwałtownie opadać w dół. Suche skaliste podłoże z mnóstwem drobnych odłamków skutecznie utrudnia poruszanie się. Dalsza trasa jest już technicznie łatwa nie licząc narastającego zmęczenia. W jednej z mijanych wsi, dziś już niestety nie pamiętam gdzie to było zauważyliśmy ciekawy dom. Na jego ścianie namalowana była linia i napis POWÓDŹ 2010. Na zdjęciu dokładnie widać jak duża to była woda. Miałem też okazję przekonać się jak życzliwi i uczynni są tutejsi mieszkańcy kiedy potrzebowałem napełnić bidon wodą. Na moją prośbę o wodę z kranu czy ze studni bardzo miły pan wręczył nam dwie półtoralitrowe butelki mineralnej nic w zamian nie chcąc. Klucząc bocznymi drogami dotarliśmy do Opola Lubelskiego i podjęliśmy decyzję, że pora już wracać. Uzupełniliśmy węglowodany, odpoczęliśmy i szosą numer 824 późnym popołudniem zajechaliśmy do Kazimierza. Jeszcze tylko rowery w samochód i szczęśliwi wróciliśmy do domu.





Wyświetl większą mapę

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dzięki za komentarz :-)
Uwaga ! Na blogu działa spamowstrzymywacz (spam = linki do stron komercyjnych, komentarze typu "wspaniała stronka, zajrzyj na moją WWW", zaproszenia do udziału w konkursie itp.).