Baner

Slideshow Image 1 Slideshow Image 2 Slideshow Image 3 slideshow slideshow slideshow slideshow
"Przygoda szuka tylko tych, którzy pozwalają ponieść się jej w bezkresną i niewiadomą dal..." - Karol Waszkiewicz

czwartek, 24 kwietnia 2014

[Radom i okolice] Wzgórza Niekłańsko-Bliżyńskie



Tym razem wszystkich chętnych zapraszam na nieco ambitniejszą wycieczkę. "Zaliczymy" między innymi najwyższy szczyt województwa mazowieckiego, momentami będzie pod górę. Trasę jak zwykle wyznaczyłem tak, by było trochę szosy i trochę terenu. Odcinków piaszczystych tym razem nie będzie, więc można wybrać się rowerem z nieco cieńszymi kołami. Ze względu na pagórkowaty charakter trasy, będą niebezpieczne zjazdy (zwłaszcza ten z Altany), sprawne hamulce to tym razem rzecz bardzo ważna.
Do oddalonego o 25 kilometrów od Radomia Szydłowca, najlepiej dojechać samochodem lub pociągiem.  Wszyscy Ci, którzy lubią szosową jazdę, mogą oczywiście "pocisnąć" z Radomia siódemką, ale należy wtedy do prezentowanej trasy doliczyć dodatkowo co najmniej 50 kilometrów.

Z Szydłowcem nie trafiłem najlepiej. Zarówno rynek jak i znajdujący się nieopodal zamek wraz z otaczającym go parkiem przechodzą gruntowny remont. Prace mają potrwać do końca sierpnia tego roku. Na szczęście to początek naszej wycieczki, więc pozostałe atrakcje przed nami.

Z szydłowieckiego rynku wyjeżdżam w kierunku południowym ulicą Kamienną. Na skrzyżowaniu z Folwarczną skręcam w prawo i po chwili w lewo. Mając po swej prawej staw, podążam już właściwą drogą. Mijam Książek Majdowski i po około 5 kilometrach dojeżdżam do leśnego skrzyżowania. Tu należy skręcić w prawo. Przed nami urokliwa, wąska droga (na zdjęciu). Przebiega tędy zielony szlak rowerowy i to on doprowadzi nas do kolejnego punktu podróży, wsi Hucisko.

Hucisko to najwyżej nad poziomem morza położona wieś w mazowieckiem. Nazwa związana jest z rozwojem hutnictwa i kuźnictwa na tych terenach w okresie staropolskim. Aby się tu dostać trzeba pokonać stromy, ale niezbyt długi podjazd. Rozciąga się stąd piękny widok na Równinę Radomską.

W centralnym miejscu wsi przy kapliczce i przystanku autobusowym skręcamy w lewo opuszczając tym samym utwardzoną nawierzchnię. 

Teraz prowadzi nas w dalszym ciągu szlak zielony, ale nie rowerowy, a pieszy dla odmiany. To droga do szczytu o nazwie Altana, cały czas pod górę.

Znajdujemy się na wysokości 408 m.n.p.m. Altana to najwyższe wzniesienie województwa mazowieckiego. 408 metrów to niestety zbyt nisko by napawać się widokami. Na szczycie stoi wieża obserwacyjna, tzw. dostrzegalnia przeciwpożarowa. Otwarty właz kusi by wejść na górę, ale tabliczka obok informuje, że nie wolno. 

Gdyby te lasy umiały mówić, zapewne wiele by opowiedziały. Takich miejsc jest wiele, tu czuć jeszcze oddech partyzanckich oddziałów.

Zielony pieszy wyprowadził mnie do szerokiej i równej jak stół szutrówki. Taka szeroka droga, a ja jej nie widzę na mapie, choć mniej więcej domyślam się, w którym miejscu jestem.

Żeby być pewnym i nie domyślać się, najlepiej zorientować mapę z terenem i kompasem (mój telefon robi też za kompas jak zajdzie taka potrzeba). To nic trudnego. W tym celu kładę mapę na ziemi, a kompasem sprawdzam kierunek północny. Teraz wystarczy obrócić mapę tak, by kierunek północny, ten z kompasu pokrył się z tym na mapie. W ten jakże prosty sposób mamy zorientowaną mapę i wiemy w którym kierunku podążać. Podpowiedzią w poprawnym odczytaniu miejsca, są zawsze charakterystyczne punkty mijane po drodze. Może to być np: przydrożna kapliczka, rzeka, krzyżówka, cmentarz itp, itd... ale to już temat na osobny artykuł.

Kolejnym punktem wycieczki są Skałki Piekło. Niestety, prowadzący w to miejsce niebieski szlak jest nieprzejezdny. Swoją drogą to dziwne, po tej pseudo zimie, po której nie za bardzo miało co topnieć, można by się spodziewać szlaków wysuszonych na wiór, a tu takie błoto.

Ostatecznie do skałek po ominięciu "niebieskiego" docieram szosą łączącą Niekłań Wielki z Chlewiskami i Szydłowcem. Zwraca uwagę drewniana zabudowa pamiętająca czasy głębokiego PRL-u, a może i powojenne.
 Warto wspomnieć, że prowadzi tędy transwojewódzki szlak Berlin-Lwów.

Na leśnym parkingu przy szosie wybija źródełko. Woda jest bardzo dobra (co osobiście sprawdziłem), żeby nie powiedzieć cudowna. Dlaczego ? Świadczyć o tym może niewyobrażalna wprost ilość pięciolitrowych baniaków jakie napełniali miejscowi. Przy tym, moje dwa bidony wyglądały bardzo skromnie:)


 Skały ciągną się na długości około 1 kilometra. Kształtem można dopatrzeć się: ambon, grzybów, stołów, progów i co kto jeszcze zdoła sobie wyobrazić...



Chlewiska to ostatni punkt, gdzie warto przystanąć. Do miejscowości wjeżdżam od strony południowej. Tuż za rogatkami po lewej stronie, na terenie zabytkowej huty żelaza, swoją siedzibę ma Muzeum Hutnictwa i Przemysłu Maszynowego. Obiekt jest oddziałem Muzeum Techniki w Warszawie. Można tu zobaczyć jedyny w Polsce zabytkowy piec hutniczy opalany węglem drzewnym.
Miłośnicy dawnej motoryzacji także znajdą coś dla siebie. Zobaczymy tu naprawdę ciekawe eksponaty np: prototyp Syreny z 1955 roku czy ostatniego Żuka, który zjechał z taśmy w 1998 roku z podpisami załogi FSC. Wszystko to wraz z przewodnikiem można zobaczyć za jedyne 6 złoty. Polecam.

Pałac Odrowążów w Chlewiskach to jedna z najstarszych rezydencji w Polsce. Początki zabudowań w okolicy dzisiejszego kompleksu datuje się na początek XII wieku Na przestrzeni wieków wielokrotnie przebudowywany, przechodził z rąk do rąk. Obecnie składa się z dwóch budynków połączonych w sposób przypominający literę L. Całość ulokowana jest na niewielkim wzniesieniu, a teren wokół okala klimatyczny park ze stawem.
Obecnie mieści się tu hotel, niestety wstęp na teren posesji dla osób nie będących gośćmi hotelu jest płatny.

Z Chlewisk już bez postojów drogą nr.727 pokonuję ostatnie 8 kilometrów. Gonią mnie ciemne chmury, z których zaczynają spadać pierwsze krople deszczu. W Szydłowcu przy samochodzie melduję się dosłownie w ostatniej chwili. 

Podsumowanie:
Przedstawiona trasa to około 70% szosa i 30% teren, w sumie niespełna 50 kilometrów.  Poprowadzona w części pograniczem mazowiecko-świętokrzyskim. Wzgórza Niekłańsko-Bliżyńskie dodają smaczku. Fakt, czasem przyjdzie się zmierzyć z podjazdem, ale nie na tyle ciężkim, żeby na szczycie brakowało tchu. Stromizny nie są ani uciążliwe, ani długie, za to zjazdy wywołują uśmiech od ucha do ucha. Przypomnę jeszcze raz o sprawnych hamulcach.  

Jak zawsze, warto mieć ze sobą dobrą mapę. Przyda się, bo miejscami wjeżdża się w duże Przysusko-Szydłowieckie lasy, więc zgubić się nie trudno. 
 
UWAGA, szlak niebieski pieszy na odcinku Majdów-Niekłań Wielki jest w co najmniej dwóch miejscach totalnie nieprzejezdny. Przekonałem się o tym, chcąc pierwotnie dotrzeć do skał właśnie tym szlakiem. Próba pokonania jednej z przeszkód zakończyła się całkowitym przemoczeniem, od łydek w dół. W butach chlupało, do tego najcieplej tego dnia nie było. Cóż, można się w takich chwilach wściekać, kląć jak szewc czy rzucać przedmiotami - to normalne...,ale powiem Wam coś jeszcze. Z perspektywy czasu przygody, nawet te najgorsze, wspomina się z uśmiechem na twarzy. Wiem to z autopsji.




8 komentarzy:

  1. Fajna trasa. Też mam zamiar zrobić taką pętlę, ale start z Radomia.

    OdpowiedzUsuń
  2. Pawel. Powiedz gdzie dokladnie sa te formacje skalne ???

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jedziesz szosą z Szydłowca lub Chlewisk w kierunku Niekłania Wielkiego. Po drodze mijasz wsie: Aleksandrów, Huta, Antoniów. Trzeba dojechać do Niekłania i tuż za znakiem z nazwą miejscowości po lewej stronie jest leśny parking. Stąd do skałek zaprowadzi niebieski pieszy.

      Usuń
  3. Miło zobaczyć z jaką pasją Kolega jeździ i prowadzi bloga!
    Przypomniały mi się moje wojaże rowerowe sprzed paaarulat!
    Pozdrawiam serdecznie - Kordian (naidrokp@gmail.com)

    OdpowiedzUsuń
  4. Właśnie wróciłem z tej trasy. Start i powrót do Radomia to około 110 km. Trasa bardzo fajna na niedzielną wyprawę. W lesie obok Huciska bardzo łatwo można się zgubić, ale i tak wszystkie drogi prowadzą tam do tej niewidocznej na mapie... Bardzo dziękuje za pomysł na wyprawę, wcześniej ,,pożyczyłem'' też trasę do Iłży.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Śmiało, częstuj się do woli. To dla takich jak Ty robię te trasy :)

      Usuń
  5. Super ta realacja ostatecznie mnie zachęciła do wyjazdu do Skałek Pod Niekłaniem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ... czyli relacja spełniła swoje zadanie ;-)

      Usuń

Dzięki za komentarz :-)
Uwaga ! Na blogu działa spamowstrzymywacz (spam = linki do stron komercyjnych, komentarze typu "wspaniała stronka, zajrzyj na moją WWW", zaproszenia do udziału w konkursie itp.).