Baner

Slideshow Image 1 Slideshow Image 2 Slideshow Image 3 slideshow slideshow slideshow slideshow
"Przygoda szuka tylko tych, którzy pozwalają ponieść się jej w bezkresną i niewiadomą dal..." - Karol Waszkiewicz

poniedziałek, 15 sierpnia 2016

Wywiad z Leszkiem Szymczakiem



Niepozorny czterdziestolatek - skromny, ale wyróżniający się z tłumu. Spalone słońcem czoło inteligenta,  a przy tym wrodzona skromność. Prywatnie ojciec dwóch synów: Daniela 8 lat i Michała 12 lat, przeze mnie ochrzczony SUPER TATĄ. Za sprawą nietuzinkowych form wypoczynku jakie z powodzeniem funduje chłopakom, postanowiłem poświęcić mu troszkę czasu i miejsca na blogu. Niech służy za przykład dla innych, jak dobrze i budująco spędzić urlop z dziećmi - z dala od tabletów i srajfonów.

Pod koniec lipca cała trójka wyruszyła z rodzinnego Radomia do Warszawy.  Ich koncepcja zakładała przejechanie wzdłuż Wisły ze stolicy do Torunia. Czas na wykonanie zamierzonego planu - 5 dni. Niby nic wielkiego, tylko trzy stówki do przejechania, ale z ośmiolatkiem w zespole, już nie taka bułka z masłem. Wiem coś o tym, bo ostatnio wraz z córką (9 lat) eksplorowałem bieszczadzkie szlaki. Niełatwo zainteresować dziecko i nakłonić do wysiłku. 

Przed Wami zapowiadany wywiad z SUPER TATĄ:

sobota, 6 sierpnia 2016

Ruiny parowozowni - Radom Potkanów.


Straszące ruiny na radomskim Potkanowie to pamiątka po budowie linii kolejowej Łódź - Radom - Lublin, którą Niemcy rozpoczęli w 1942 roku. Okupantowi udało się wcielić w życie jedynie część planów. Trasa została ukończona na odcinku pomiędzy Radomiem, a Łodzią, jednak w obliczu zbliżających się Rosjan część nowego torowiska została zniszczona. Pozostałością po planowanej wschodniej części magistrali jest sztucznie usypany nasyp, bardzo dobrze widoczny z drogi nr. 744 łączącej Radom z Wierzbicą. Prawdopodobnie to na nim miała zostać ułożona nowa linia w kierunku Lublina.

Tytułowa parowozownia również nie doczekała się ukończenia, a wycofujący się Niemcy wysadzili w powietrze to co zdołano wybudować. Jak finalnie miał wyglądać ów projekt i jakie funkcje spełniać ? Tego zapewne nie dowiemy się nigdy.  Po wojnie tereny niedoszłej lokomotywowni stały się źródłem pozyskiwania przez miejscowych darmowej cegły. Stan na dziś: ruiny dwóch budynków, fragment klatki schodowej trzeciego, wieża ciśnień, mnóstwo fundamentów niewiadomego pochodzenia oraz kanały naprawcze. Wszystko to pokryte jest kilkudziesięcioletnią, dziką roślinnością - jeden nieostrożny krok, albo przebywanie po zmroku może się źle skończyć. Wybierasz się tu ? - uważaj na siebie.

piątek, 17 czerwca 2016

Dolny Śląsk - finisz.


Po opublikowaniu wszystkich wpisów ze Śląska jakie miałem w planie, przyszedł czas na małe podsumowanie. Największą nowością i niewiadomą zarazem, był dla mnie solowy wyjazd. Zawsze miałem jakieś towarzystwo. Tym razem nikomu nie pasowało, a ja urlop miałem już zaklepany. Szkoda było go marnować. Mimo początkowych obaw okazało się, że nie taki diabeł straszny... Oczywiście jak ze wszystkim - są plusy i minusy, ale o tym innym razem.
Z szesnastu zaplanowanych do odwiedzenia miejsc, tylko trzech nie udało mi się zobaczyć. Tereny przez które jechałem, przed wojną należały do naszych zachodnich sąsiadów. Wiele domów, często dużych, wielorodzinnych budowano wówczas z czerwonej cegły. W ceglany mur wplatano różnokolorowe motywy, a dachy kryto fantazyjną dachówką. Takich chałup na Śląsku jest całe mnóstwo. Na ogół robią one - przynajmniej okiem laika - dobre wrażenie, ale sporo jest też takich zapomnianych, gdzie czas zrobił swoje.

poniedziałek, 9 maja 2016

Nieproszeni goście.


Obudziłem się w środku nocy, było parę minut przed północą, albo po, nie pamiętam. Pamiętam tylko, że przez myśl przebiegło mi, że dość dziwna godzina mi się trafiła. Nad głową miałem księżyc w pełni i byłem kompletnie sam, na jakimś rżysku, schowany za krzakami. Chciał nie chciał, w takich chwilach wyobraźnia zaczyna płatać figle i przypominasz sobie te wszystkie obejrzane kiedyś horrory i te wszystkie opowieści dziwnej treści... Wyjrzałem z namiotu, ale na polu nic szczególnego się nie działo. Było na tyle widno, że wyraźnie widziałem linię ciemnego lasu  przed sobą i owe bielące się rżysko. Wiał delikatny wietrzyk, a krzaki obok mnie łagodnie szumiały. Dobrze, jak wszystko co dzieje się wokół, potrafimy w racjonalny sposób wytłumaczyć. Ja tak właśnie zrobiłem i mogłem spokojnie wrócić do rozmyślania o niebieskich migdałach.

czwartek, 14 kwietnia 2016

Parowozem za grosze.


Po nocy spędzonej w miękkim łóżku, pod dachem, a poprzedzonej kolacją z prawdziwego zdarzenia mogłem się spodziewać, że dziś Pani Irena też nie "wypuści" mnie tak łatwo. Nie myliłem się - na kuchennym stole czekało na mnie przygotowane wcześniej śniadanie. Kurcze ... są jeszcze dobrzy ludzie na tym świecie. Tacy prawdziwi - nie tylko w słowach i na pokaz przed ołtarzem, ale w czynach.
Oczywiście zapisałem sobie adres - trochę na pamiątkę - bo może jeszcze kiedyś ich odwiedzę, ale przede wszystkim aby wysłać wspólną fotografię jaką sobie strzeliliśmy.
Start do kolejnego etapu przedłużał się, ale nie miało to już dla mnie żadnego znaczenia. Nadwyżka czasowa jaką wypracowałem sobie do tej pory dawała mi ten komfort, że nie musiałem się już nigdzie spieszyć. Po wszystkich tych korowodach, śniadaniach, zdjęciach i pożegnaniach musiałem jeszcze ogarnąć mocowanie lewej sakwy. Dzień wcześniej klucząc po bezdrożach Gór Sowich urwałem przy bagażniku dolny zaczep.  Do prowizorycznego zamocowania wykorzystałem jedną z trzech gum jakimi spinam (na dziada) cały górny majdan.

piątek, 22 stycznia 2016

Stalag Luft III - wielka ucieczka



Stalag Luft III, lipiec 1943 roku. Przywódca uciekinierów Roger Bushell ułożył plan w myśl którego 200 jeńców miało zbiec ze strzeżonego obozu. Przez trzy miesiące drążyli ziemię, używali desek z łóżek, łyżek oraz puszek przysyłanych w paczkach Czerwonego Krzyża. Wykopali trzy drogi ucieczki, którym nadali imiona: Tom, Dick i Harry, ale Niemcy mieli pokrzyżować ich plany. Zaczęli budowę nowego sektora tuż nad szybem wyjściowym z tunelu Dick. Co gorsza, w październiku odkryli także Toma. Ludziom Bushella został tylko jeden tunel, leżący na głębokości 10 metrów Harry.
Przytoczone wydarzenia miały miejsce na terenie dzisiejszej Polski nieopodal Żagania. To nie jakaś nudna historia. To opowieść o jednej z największych tego typu ucieczek w dziejach wojny.

środa, 6 stycznia 2016

[Radom i okolice] Studzianki Pancerne.


Dzisiejsza trasa to przykład pełnej spontaniczności z mojej strony. Wcale nie miałem zamiaru jechać tam gdzie pojechałem, ani nie byłem na to przygotowany - co zobaczyć, ciekawostki, historia itp. Pierwotnie miałem w planie pojechać pociągiem do Skarżyska Kamiennej, ale tenże w ostatniej chwili mi zwiał, no i żeby nie tracić niedzieli wybrałem przeciwległy kierunek czyli Warkę. Mimo zerowego przygotowania wycieczka wyszła całkiem fajna i myślę, że ciekawa.
Po godzinnej podróży moje stopy stanęły na ziemi wareckiej. Pierwsze co przyszło mi na myśl to rynek. Byłem w Warce setki razy, głównie służbowo i przejazdem, ale wareckiego rynku nie widziałem nigdy. Teraz nareszcie będzie ku temu okazja - bez pośpiechu, turystycznie...czyli tak jak lubię :-)

sobota, 19 grudnia 2015

O tym jak włóczyłem się po lesie szukając ... cementu :)



Uwielbiam rowerowe wypady m.in. za stan umysłu w jaki mnie wprowadzają. Że nie jestem w stanie absolutnie niczego przewidzieć. W domu wszystko jest oczywiste, każdy krok, każda droga i każdy kamień są nam znane. W podróży wszystko jest niewiadomą. Czy szlak którym jadę jest dobry ? Co jest za kolejnym zakrętem ? Gdzie wieczorem będę spał ? Czy spotkam na swej drodze ludzi dobrych czy może seryjnego mordercę ? Każdego dnia prowadzi mnie los i wierzę, że ten los będzie łaskawy. Oczywiście myślę pozytywnie i polegam na własnym instynkcie. Inaczej nie ruszyłbym się z domu na krok.

W drodze zawsze zakładam, że noclegu będę szukał u dobrych ludzi, oczywiście  w porozumieniu z głosem wewnętrznym czyli wspomnianym instynktem, ewentualnie na dziko. Ale co zrobić jeżeli noc zastanie w takim np: Karpaczu ? Ciężka sprawa, zważywszy że Karpacz to turystyczna maszynka do zarabiania pieniędzy na wczasowiczach.  Ja tak właśnie wylądowałem i widząc szereg tablic z napisem: Wolne pokoje od razu dałem sobie spokój. Kwaterę znalazłem bez trudu, niestety, moje ładne oczy tym razem nie zadziałały bo właścicielka, nawet dla strudzonego drogą samotnego rowerzysty nie spuściła ani grosza z ceny. G**no ją to obchodziło. Ja w zamian wykorzystałem lokum na maksa ładując do pełna wszystkie elektroniczne zabawki i do późna w nocy oglądając jakiś tam film w telewizji.

sobota, 21 listopada 2015

Wybieramy prezent dla sakwiarza.



Super prezent ! Co za niespodzianka ! Zawsze o tym marzyłem, skąd wiedziałaś, że tego właśnie potrzebuję ... itd. , itp. ...

Któż z nas nie chciałby usłyszeć potoku takich miłych, szczerych słów, podczas wręczania prezentu. Chyba każdy. To najzwyczajniej przyjemne móc komuś sprawić przyjemność trafionym prezentem. Pomysłem na upominek może być wszystko, począwszy od gadżetu za kilka złotych na drogim prezencie skończywszy. Ważne by wcześniej przeprowadzić rozpoznanie, czego solenizant aktualnie potrzebuje, o czym marzy... Naszą wtyczką niech będzie: dziewczyna, chłopak, mąż, żona, przyjaciel, rodzic... et cetera. 
Czasem, zamiast kolejnego, nikomu nie potrzebnego kubka warto połączyć siły i wspólnie zrobić zrzutkę na coś porządniejszego. Jeżeli jubilat ma jakąś pasję to dobrym pomysłem może być coś, co przyda się w uprawianiu tejże pasji.

piątek, 6 listopada 2015

Żagańskie lato 1965 roku.



Tego pamiętnego lata, mała, nic nie znacząca mieścina, na kilka miesięcy stała się kulturalną... taką przez duże K, stolicą Polski. To co wówczas miało miejsce, już na zawsze pozostanie w pamięci mieszkańców i historii miasta. Dziś po 50 latach, nadal w wielu żagańskich domach zapisane na filmowej taśmie wydarzenia są odtwarzane podczas uroczystości rodzinnych. Spacerując po mieście można natknąć się na akcenty nawiązujące do tamtych lat jak chociażby rondo Czterech pancernych i psa zwane przez miejscowych z racji kształtu podpaską.
Mowa oczywiście o kultowym polskim serialu pt: "Czterej pancerni i pies". I mimo, że historyczni puryści kwestionują obraz Konrada Nałęckiego jako fałszujący II Wojnę Światową, to dla żaganian nie ma to żadnego znaczenia. Wielu mieszkańców miało wówczas okazję zagrać w serialu, czy to w roli statystów czy nawet odgrywając poważniejsze rólki. Nie dziwi zatem, że serial przy każdej okazji jest tu chętnie oglądany i traktowany niejako jak rodzinna pamiątka.

sobota, 17 października 2015

Pstrąże - miasto widmo...



W poszukiwaniu ciekawych miejsc i budynków trafiłem do małej zapomnianej miejscowości o nazwie Pstrąże. Jeszcze nie tak dawno za sprawą stacjonujących tu czerwonoarmistów miejsce to było ściśle tajne i nie widniało na żadnych mapach. Dziś już tak nie jest, ale mimo wszystko niełatwo tu trafić. Miasto widmo leży przy głównej trasie wiodącej z Bolesławca do Szprotawy. Ukryte w leśnych ostępach Borów Dolnośląskich, nie kieruje doń żaden drogowskaz, bo i zresztą po co. Nie ma tam nic i żaden normalny, szanujący się obywatel nie ma potrzeby odwiedzania takich miejsc. Co innego ja - nienormalny....

środa, 30 września 2015

Dolny Śląsk - dzień trzeci



Rano wszystko mokre, krople rosy dosłownie na wszystkim. Począwszy od gum do mocowania bagażu, poprzez calutki rower, na namiocie skończywszy. Moja starodawna dwójeczka z pałąkami w środku jest dla mnie, prawie 2-metrowego dryblasa stanowczo za mała. Widzę od środka jak krople wody wiszą nade mną - to już efekt kondensacji pary wodnej. Sam nie wiem czemu czasem jest tak, że zachucham cały środek do tego stopnia, że właśnie krople wiszą, a czasem jest suchutko. Tak czy inaczej tego ranka było mokro i zimno. Pozwoliłem sobie leżeć do 7:30. Wychodząc na zewnątrz potrącam jeden z dwóch pałąków podtrzymujących konstrukcję namiotu i wywołuję mały deszcz :-) Nie czekając, aż wszystko wyschnie zwijam się i pół godziny później już jestem w drodze.

wtorek, 15 września 2015

Dolny Śląsk - dzień drugi.



Drugiego dnia mojego pobytu na Dolnym Śląsku od rana cały czas z niewielkimi przerwami padało. Nie był to jakiś duży deszcz, ale jednak. Dzięki Piotrkowi z którym w 2012 przejechałem wschodnią ścianę Polski byłem na to przygotowany. Tym samym uniknąłem składania mokrego namiotu, a potem jego suszenia . Piotr regularnie dla mnie monitorował pogodę za co dzięki mu WIELKIE :-) Według jego prognoz miało zacząć padać punktualnie o 5.30 rano, ale... NIE SPRAWDZIŁO SIĘ. Zaczęło 2 minuty wcześniej czyli o 5.28. Ja w tym czasie już byłem spakowany i w zasadzie gotowy do drogi. Nie wypadało jednak tak bez słowa zniknąć z podwórka na które dzień wcześniej zostałem zaproszony.

czwartek, 3 września 2015

Legnica - opuszczony poradziecki szpital.



Legnica jest pierwszym większym miastem na mojej liście. Liście rzeczy do zobaczenia na Dolnym Śląsku. Koła mojego rowerka najpierw kieruję tradycyjnie do centrum, zobaczyć starówkę, zamek, ale tak naprawdę jak magnez przyciąga mnie inny legnicki obiekt. Dawny poradziecki szpital, bo o nim mowa niegdyś wchodził w skład około 1200 różnych budynków zlokalizowanych na terenie miasta. Najokazalsze obiekty użyteczności publicznej były wówczas do wyłącznej dyspozycji Rosjan. Tereny przez nich zajęte, zwane kompleksami były miejscami niedostępnymi dla polskiej ludności, a całość otaczał strzeżony przez uzbrojonych wartowników dwumetrowy mur. Największy kompleks, liczący 39 ha, nazywany potocznie "kwadratem" obejmował najbogatszą i najpiękniejszą dzielnicę miasta - Tarninów.

poniedziałek, 27 lipca 2015

O tym, że warto mierzyć siły na zamiary, czyli historia pewnego zakładu.


W moim mieście funkcjonuje grupa rowerowych zapaleńców, którzy często gęsto umawiają się na wspólne kręcenie z zacięciem sportowym. "Przejażdżki" nastawione są na uzyskanie odpowiedniego (czytaj: dobrego) wyniku. 
Prezes Szymon bardzo chwalił się ostatnio na swojej stronie Radomski Ruch Rowerowy - 3R że pokonali 100 kilometrów w czasie 3 godzin. Na dodatek pod wpisem znalazły się komentarze w stylu: WOW co za wynik, niesamowite... i takie tam. 

Co to do cholery za wynik ! Przecież ja na swoim osiołku i oponach 2,1 osiągam prędkości niewiele mniejsze - no..., może nie na dystansie 100 kilometrów :-) Natomiast mając do dyspozycji taką kolarkę jak oni - wynik powtórzę z palcem w nosie i w ogóle niech nie robią popeliny. Nie raz widziałem na Eurosporcie relacje z TdF i wiem jak takimi kolarkami idzie zapierdzielać. Co Oni mi tu będą gadać - amatorzy. Oczywiście zamieściłem pod wpisem stosowny komentarz - przynajmniej tak mi się wtedy wydawało.

poniedziałek, 25 maja 2015

[Radom i okolice] Wycieczka do Dęblina


Pociąg do Dęblina odjeżdżał z radomskiego dworca punktualnie o 8.30. Dzień wcześniej dałem info na stronie, że chętni mogą się przyłączyć do wycieczki, ale szybko okazało się, że jadę sam. Może to i lepiej. Jadąc w "nieznane" mógłbym być czasem upierdliwy dla współtowarzyszy wycieczki kręcąc się w kółko w poszukiwaniu jakiegoś obiektu czy miejsca. Na załączonej mapce trasa zawsze wygląda tak prosto. W rzeczywistości nieraz trzeba się naszukać tego czy owego. 

Po godzinnej podróży wysiadłem na stacji w Dęblinie i od razu, jakby na dzień dobry przywitał mnie ciekawy kolejowy eksponat...

sobota, 18 kwietnia 2015

Projekt 500


Jak daleko da się zajechać o własnych siłach ? Gdzie jest granica pomiędzy przyjemnością, bólem i w końcu fizycznym wyczerpaniem ? Podobno w każdym z nas oprócz siły, tej z mięśni, drzemie jeszcze ta druga - siła psychiczna. Siła, która popchnie do przodu kiedy nogi przestaną już "podawać". Starzy rowerowi wyjadacze zwykli mawiać, że wszystko jest w głowie. Nawet najsilniejszy kolarz nie da rady, kiedy w chwili kryzysu jego psycha okaże się słaba.
Nie inaczej jest ze mną, zwykłym facetem po czterdziestce. Też jestem ciekaw (tym bardziej w tym wieku) na co mnie jeszcze stać, ile jestem wart. Pamiętam film "Czterdziestolatek" i scenę w której głównego bohatera inż. Karwowskiego (A. Kopiczyński) zabiera karetka do szpitala.
Projekt 500 to ambitny plan pokonania 500 kilometrów w trzy dni - oby nie zakończyło się to w szpitalu jak w przypadku Karwowskiego...

środa, 18 marca 2015

Kolano sportowca, czyli jak zadbać o stawy.


To problem tak powszechny obecnie, że śmiało można by uznać tę dolegliwość za chorobę XXI wieku. Na rowerowym forum, gdzie czasem coś tam się udzielam, regularnie pojawiają się tematy dotyczące bólu kolan. Tu już nie chodzi tylko o niemożność jazdy na rowerze. Kolana dają znać o sobie również przy wchodzeniu po schodach czy też wtedy kiedy musimy przez dłuższy czas przebywać w jednej i tej samej pozycji np: w samochodzie. Co robić ? Czy to oznacza koniec rowerowej pasji ? Czy czeka mnie wózek inwalidzki, albo będę chodził(a) o kulach ? Przecież mam dopiero 20 lat !!!
Spokojnie. Może nie jest aż tak źle.

poniedziałek, 9 lutego 2015

Bieszczady zimą, czyli w co się bawię jak nie jeżdżę na rowerze.


Przyzwyczajony do codziennej letniej aktywności w postaci roweru, zimą nudzę się jak przysłowiowy mops. Wyjdę co prawda czasem z dzieckiem na sanki, do sklepu czy "pobiegam" po kanałach (telewizyjnych), ale przecież to nie to samo. Siedzący tryb życia wyraźnie mi nie służy, lubię jak coś się dzieje, ale niestety w zimie niewiele się dzieje. Mój rower stoi sobie oczywiście zwarty i gotowy w każdej chwili, ale w kwestii jazdy zimą pozostaję niezmiennie konserwatywny. Nigdy nie jeździłem, nie jeżdżę i raczej nie będę jeździł. Zresztą pisałem już o tym tutaj i nie ma sensu się powtarzać.
Siedząc tak i nudząc się, wymyślam sobie różne inne aktywności i tak na ten przykład wymyśliłem sobie, że będę zdobywał górskie szczyty. Tak się składa, że pomysł nie jest nowy, bo co roku sobie to obiecywałem i co roku nic z tych planów nie wychodziło.  DO TERAZ.

sobota, 24 stycznia 2015

Toskańska przygoda - przygotowania, czyli jak to wszystko się zaczęło.


Ten wpis to krótkie streszczenie tego, co działo się, zanim rozpoczęła się nasza włoska wyprawa. Dlaczego dopiero teraz to piszę, a nie na samym początku całej serii ? Pomysł na ten post zrodził się w mojej głowie trochę za późno. Wtedy, kiedy już któryś tam z kolei odcinek naszych przygód był opublikowany, więc nie było innego wyjścia jak tylko dać to na końcu. W sumie trochę tak na deser - bo to co się działo na tydzień przed wyjazdem to istna wariacja. Nie raz się mówi, że czas płynie wolno lub szybko. Wtedy, za sprawą miliona rzeczy do załatwienia i kłopotów jakie w międzyczasie wynikły - czas gnał jak szalony. Posłuchajcie...

poniedziałek, 5 stycznia 2015

Toskańska przygoda - finisz.


Po 7 dniach od wyjazdu z Prato nasza wyprawa powoli dobiega końca. Z pomocą włoskich kolei zatoczyliśmy całkiem pokaźną pętlę, a teraz przed nami ostatnie, największe miasto. Z 1000 zaplanowanych kilometrów udało się zrobić około 600, w związku z czym okazało się, że będziemy u celu dokładnie dzień wcześniej.

Mówią o niej, że to stolica Toskanii, prawie 400-tysięczne miasto. Lista zabytków, które według wujka google trzeba zobaczyć - dłuższa niż gdziekolwiek indziej - Florencja, bo o niej mowa powinna być więc obowiązkowym punktem na liście zwiedzanych miejsc. My trafiliśmy tu po południu, czyli właśnie w szczycie turystycznego uniesienia.

niedziela, 7 grudnia 2014

San Gimignano i jak wybierałem prezent z podróży dla żony


Nocleg wypadł w okolicach Poggibonsi, jakieś paręnaście kilometrów przed San Gimignano, naszym przedostatnim celem przed Florencją i docelowym Prato. Norbert prawiąc nam o tym miejscu wspominał coś, że to taki odpowiednik nowojorskiego Manhattanu. Korciło mnie tego wieczora, aby wsiąść na rower i podskoczyć tam "na lekko", bez bagaży.  Lubię fotografować miasta nocą, a wizja szklanych domów sięgających chmur i do tego zapewne pięknie oświetlonych działała na mnie jak magnes.

środa, 26 listopada 2014

Siena i nadgorliwy kościelny...


Siedzę na przykościelnym parkingu na wylotówce w jakiejś dziurze. Siedzę i oczom własnym nie wierzę. Ulicą co chwila jadą kolarze..., tacy zwykli - amatorzy, ale na kolarkach i w kolorowych strojach. Przekrój wiekowy ogromny, jadą w kilkuosobowych grupkach, jak i samotnie. Niby nic, w końcu u nas też czasem jadą..., ale kiedy mija 10...20...30 minuta, a Ci dalej jadą i to w nie mniejszym natężeniu, zaczynam się dziwić coraz bardziej. Nie wygląda mi to na zorganizowaną grupę czy jakiś klub kolarski. Ot zwykli, przypadkowi ludzie, którzy postanowili pojeździć w ten słoneczny, niedzielny poranek.

poniedziałek, 17 listopada 2014

Najpiękniejsze toskańskie krajobrazy...


Sobota, 4 października roku Pańskiego 2014. Po porannej krioterapii podążamy dalej, teraz już na północ, już bliżej jak dalej do mety tej krótkiej wyprawki. Okrojenie pierwotnej trasy z Rzymu i Asyżu spowodowało, że teraz dla odmiany mamy czasu pod dostatkiem.

Dziś odcinek trasy między Pienzą, a San Quirico d`Orcia, uznawany przez znawców tematu za najpiękniejszy w Toskanii. Zanim jednak tam dotrzemy przed nami wspomniana Pienza.

poniedziałek, 10 listopada 2014

Piękne włoskie krzaki czyli tam, gdzie mówiliśmy "dobranoc"


- Gdzie spaliście ???


To chyba najczęściej zadawane pytanie jakie słyszę. A gdy już wszyscy się dowiedzą, gdzie spaliśmy to kolejnym etapem jest: zdziwienie, niedowierzanie, śmiech, albo ironiczne docinki. Ile ludzi, tyle reakcji, temat rzeka. Są też zachwyty nie powiem, ale zdecydowana większość to Ci zdziwieni.  

Tak najczęściej reagują ludzie spoza "branży"... no bo przecież Oni, - ułożeni, roztropni i zapobiegliwi nie są w stanie pojąć, jak można spać gdzieś po krzakach. Oni w życiu nie wybraliby się w podróż, nie mając wynajętego wcześniej przytulnego lokum z miękką podusią i ciepłą kołderką, a już na pewno nie rowerem.

wtorek, 4 listopada 2014

Civita di Bagnoregio


Jeszcze na dobre nie opadł kurz emocji po wizycie w Pitigliano, w głowie jeszcze świeżutki, niezatarty obraz tego wspaniałego miejsca, a tymczasem my stoimy już przed kolejnym super miastem. Bagnoregio, bo o nim mowa leży po drugiej stronie jeziora Bolsena, na wschód od Pitigliano. Uściślijmy, nowożytne Bagnoregio to nudna niczym nie wyróżniająca się mieścina. Kiedy już się w nim znajdziecie, najlepiej od razu obierzcie kierunek na wschód. Po kilku kilometrach dotrzecie do właściwego Bagnoregio, tego starego, sprzed 2500 lat !

wtorek, 28 października 2014

Punkt zwrotny.


Dotarliśmy do Lago di Bolsena. Widoki cudne, w głowie euforia, jednak spokój ducha mąciła decyzja jaką mieliśmy podjąć. W skutek licznych opóźnień trzeba zdecydować, czy jechać dalej na południe, czy odpuścić i wracać powoli na północ do Florencji i dalej do Prato. Do Rzymu, głównego celu naszej podróży zostało nieco ponad 100 kilometrów. Nie dużo, ale dwa dni trzeba liczyć (bo i powrót) i to przy dobrych wiatrach, a gdzie jeszcze zwiedzanie...

Mieliśmy ograniczony czas, tzn. ja miałem. Musiałem być w Polsce najpóźniej w środę wieczorem i to aktualnie było największym naszym problemem. Tymczasem mamy już piątek ! Trochę nie fajnie jak ma się świadomość, że inni pojechaliby bo są czasowi, ale przeze mnie nie mogą. Chcąc być jak najbardziej w porządku wobec wszystkich postawiłem sprawę jasno i twardo zarazem:

środa, 22 października 2014

Pitigliano - the little Jerusalem.


Jeszcze przed podróżą, w Polsce Norbert pokazał mi wybrane zdjęcia miejsc, w których będziemy. Było wśród nich też Pitigliano, miasteczko leżące na południu Toskanii.

Noo... ładne to Pitigliano...

Szczerze, nawet nie miałem za bardzo czasu na przetrawienie tego. Był to czas przygotowań, ale takich intensywnych przygotowań. Od chwili podjęcia ostatecznej decyzji o wyjeździe do samego wyjazdu mieliśmy tydzień, także można sobie wyobrazić co się działo :)

sobota, 18 października 2014

Włoska motoryzacja okiem polskiego samochodziarza.


Ja, prosty chłop kubański, miłośnik czterech kółek (poza tymi dwoma oczywiście) nie mogłem sobie odmówić tematu o autkach, a pobyt za granicą to doskonała okazja, by pooglądać sobie to i owo. Tak sobie teraz myślę, że głupio musiałem wyglądać gapiąc się karpikiem na co ciekawsze modele. Motoryzacyjnych perełek nie brakowało począwszy od aut starej daty, na supernowoczesnych sportowych bolidach skończywszy. Kropką nad i była cała rzesza wszędobylskich jednośladów, przede wszystkim przeróżnych skuterów jak i maszyn o większej mocy. 
Zobaczyć w Polsce Ferrari, to jak wygrać w totka, no chyba że się mieszka w Warszawie to wtedy może szanse są większe. Tak więc będąc we Włoszech przez te kilka dni, miałem wielką nadzieję zobaczyć coś ze stajni w Maranello. Tam też nie jest to widok codzienny, ale udało się!!!

wtorek, 14 października 2014

Toskańska prowincja.


 Po wczorajszym rowerowo-kolejowym odcinku, dziś pełni zapału (bo na niebie nareszcie pojawił się właściwy, błękitny kolor) ruszamy z kopyta. Przed nami to co lubię najbardziej, czyli wioski, wioseczki, małe miasteczka, piękne pejzaże i rozległe pola. Ani śladu wielkich, śmierdzących, zatłoczonych, molochów. Jeszcze gdyby zamiast asfaltu (wątpliwej jakości zresztą) był pięknie "grający" pod kołami drobnoziarnisty szuter - byłoby idealnie. Dziś też po raz pierwszy od wyjazdu z Prato zasmakujemy gór, może niezbyt wysokich, ale jednak gór.

sobota, 11 października 2014

Słoneczna (?) Italia


Pierwszego dnia podróży wylądowaliśmy na plaży w Viareggio. Niby fajnie, piasek, szum fal, ciepło, słowem romantycznie, o ile romantycznym można nazwać nocleg trzech chłopa :) Może by  było nawet i miło, gdyby  ten sam fajny piasek nie dostawał się wszędzie gdzie popadnie. O namiocie, którego rozbić na sypkim i miękkim podłożu nie mogłem - nie wspomnę. 
No dobra.... nikt nie mówił, że będą luksusy, ale kiedy po plaży zaczęli się kręcić jacyś ludzie, wiedziałem już, że tę noc "prześpię" jak przysłowiowy zając pod miedzą. Rowery oczywiście spięliśmy ze sobą linką, ale i tak wizja utraty np: sprzętu foto czy kamery działała na mnie lepiej niż najmocniejsza kawa. O twardym, zdrowym śnie nie było mowy.

czwartek, 9 października 2014

Włochy - początek


  Mój samochód to stary grat, ale mimo wszystko nie chciałem go zostawiać na pastwę losu gdzieś na ulicy. Potrzebny był ktoś, u kogo można by żelastwo zostawić na tydzień. Nieoczekiwanie od księdza Mirosława, radomskiego filipina z mojej parafii, dostaliśmy namiar na jego włoskich braci z miejscowości Prato koło Florencji. To było dla nas zielone światło.
Oprócz możliwości zaparkowania samego auta, otrzymaliśmy również zapewnienie, że o pierwszy i ostatni nocleg nie musimy się martwić.  Zgodnie z ustaleniami na miejscu zameldowaliśmy się w poniedziałek późnym wieczorem.  Po krótkiej, kulawej konwersacji (bariera językowa), poczęstowani lokalnymi przysmakami poszliśmy spać.

czwartek, 18 września 2014

[Radom i okolice] Góry Świętokrzyskie w jeden dzień


To propozycja dla wszystkich tych, którzy znudzeni monotonią płaskiego Mazowsza szukają dodatkowych atrakcji w postaci pięknych widoków z morderczymi podjazdami w tle. O bliskości Gór Świętokrzyskich względem Radomia niech świadczy fakt, że będąc pięknym i młodym bywałem tu wielokrotnie.  Bez pomocy dodatkowych środków transportu, tylko rower.
Niestety, te czasy minęły już dawno i bezpowrotnie i dziś pomoc w postaci pociągu lub samochodu jest dla mnie koniecznością. Za bazę wypadową wybrałem oddalony o 50 km. od Radomia Suchedniów. Wyjątkowo też, tym razem nie jadę sam. Dołączyć do mnie postanowił Norbert. Cel - objechać dookoła najwyższe pasmo Gór Świętokrzyskich - Łysogóry.

sobota, 30 sierpnia 2014

Regeneracja w trasie, czyli spokojny sen sakwiarza


Zapewne każdemu przydarzyła się zarwana czy nieprzespana noc. Czy to zakuwając do egzaminu, czy bawiąc się do rana na weselu. Następnego dnia, ciężko wytrzymać do wieczora bez choćby króciutkiej drzemki. Do tego często dochodzą bóle głowy, problemy z koordynacją, spowolnione reakcje i ogólne wycieńczenie. Być może nie każdy wie, że sen jest nam tak samo potrzebny do życia, jak picie czy jedzenie. Regularne pozbawianie się snu prowadzi do....  śmierci. Na ten przykład: znany jest przypadek kibica z Chin Jianga Xiaoshana, który zmarł po 11 dniach bez snu. Podobno nie kładł się w nocy spać, by móc oglądać mecze Euro 2012.
Jeżeli do nieprzespanej lub zarwanej nocy dojdzie wysiłek w postaci 6 czy 7-godzinnej jazdy na rowerze, to na efekty nie trzeba będzie długo czekać. Nawet najwspanialsza wyprawa zakończy się sromotną porażką. Aby tak się nie stało, warto dużo wcześniej zadbać o właściwą regenerację.

niedziela, 3 sierpnia 2014

[Radom i okolice] Wycieczka do Siczek


Dziś przedstawię wycieczkę do miejsca, które chyba każdy radomianin zna i zapewne większość z Was choć raz tam była. Zalew w Siczkach, bo o nim mowa to miejsce bardzo popularne. Co roku tłumnie zjeżdżają tu rowerzyści, fani sportów wodnych czy głodni plażowego słońca. Pokażę jak tam dojechać nie korzystając z niebezpiecznej szosy nr. 737, a przy tym zaprezentuję po drodze miejsca godne uwagi jako urozmaicenie całej wycieczki. Zapraszam do lektury.

piątek, 27 czerwca 2014

[Radom i okolice] Przez Kozienice nad Wisłę


Rowerocykloza chyba poczyniła już znaczne spustoszenia w moim zdegenerowanym mózgu, bo dziś wymyśliłem sobie, że pojadę do Kozienic i dalej nad Wisłę. Niby nic takiego gdyby nie fakt, że prognozy nie były zbyt optymistyczne tego dnia. Miało padać, wiać, grzmieć, błyskać się i co tam jeszcze...Każdy normalny człowiek zostałby w domu - NIE JA. Żeby nie wyszło jednak, że jestem totalnym kamikadze dodam tylko, że cały ten spektakl na niebie miał mieć miejsce dopiero w drugiej połowie dnia. Niewiele myśląc nastawiłem budzik na 4 rano w niedzielę, by godzinę później schodzić z rowerem po schodach. Pechowo bo jeszcze na klatce, wypadł mi z koszyka jak żywy bidon z piciem robiąc trochę hałasu  (pozdrawiam sąsiadów). Miałem jakieś 7-8 godzin na wykonanie planu przed nadejściem złego, o ile IMGW się nie pomylił.

niedziela, 25 maja 2014

[Radom i okolice] Wycieczka do Iłży


Z Radomia najlepiej wydostać się ulicą Witkacego. Jadąc nią, nigdzie nie będziemy musieli skręcać, jak po sznurku, przez Malczew wyprowadzi nas z miasta. Po minięciu zabudowań i pokonaniu niewielkiego wzniesienia ujrzymy po jednej i drugiej stronie drogi krajobraz trochę jakby księżycowy. To sołtykowska kopalnia piachu. 
Jedziemy cały czas prosto mijając po drodze wsie Sołtyków, Budy, Kolonia Gębarzów, aż do wsi Bardzice. Tu warto uczynić pierwszy postój. Pośrodku wsi po lewej stronie, kilkadziesiąt metrów od głównej drogi rośnie sobie modrzewiowy park skrywający prawdziwą perełkę.

czwartek, 24 kwietnia 2014

[Radom i okolice] Wzgórza Niekłańsko-Bliżyńskie



Tym razem wszystkich chętnych zapraszam na nieco ambitniejszą wycieczkę. "Zaliczymy" między innymi najwyższy szczyt województwa mazowieckiego, momentami będzie pod górę. Trasę jak zwykle wyznaczyłem tak, by było trochę szosy i trochę terenu. Odcinków piaszczystych tym razem nie będzie, więc można wybrać się rowerem z nieco cieńszymi kołami. Ze względu na pagórkowaty charakter trasy, będą niebezpieczne zjazdy (zwłaszcza ten z Altany), sprawne hamulce to tym razem rzecz bardzo ważna.

piątek, 4 kwietnia 2014

[Radom i okolice] Domaniów - Przytyk



Prezentowana trasa to pomysł na aktywne spędzenie wolnego czasu. Poprowadzona jest w większości drogami asfaltowymi. Nie będzie wyczerpujących podjazdów, jak i karkołomnych zjazdów, przez co dla niektórych może wydać się odrobinę monotonna. Z drugiej strony to doskonała propozycja dla początkujących oraz dla wszystkich tych, którzy dopiero co się rozkręcają w nowym sezonie i potrzebują czegoś na początek.
Z miasta najlepiej wyjechać starą szosą nr. 12.

niedziela, 16 marca 2014

Samsung Solid B 2710 - telefon na wyprawę



Powiedzmy to sobie szczerze, chińska porcelana jest bardziej odporna na stłuczenie, niż ekrany nowoczesnych smartfonów. Baterie we współczesnych telefonach komórkowych rozładowują się po śmiesznie krótkim czasie. Czas więc zwrócić uwagę na coś, czym normalny facet może wysłać SMS-a i zadzwonić. Coś co nie rozpadnie się przy pierwszym przypadkowym kontakcie z matką ziemią.

niedziela, 16 lutego 2014

Ekwipunek sakwiarza


W życiu każdego rowerowego włóczykija przychodzi taki moment, kiedy trzeba się spakować na wymarzony wyjazd. Niby nic takiego, jednak rower to nie samochód z pojemnym bagażnikiem. Nie da się zabrać ze sobą całej szafy, nie mówiąc już o sprzęcie biwakowym czy prowiancie.
Jak przebrnąć przez proces selekcji, wybrać to co naprawdę niezbędne, a odrzucić to co się nie przyda ? Jak i gdzie spakować to wszystko co będzie do zabrania ? Wbrew pozorom to nic trudnego

piątek, 7 lutego 2014

Tanie podróże - czy to możliwe ?



Słyszy się nie raz opinie i cytaty w stylu "nie stać mnie na podróże, podróże kosztują" itp. Większość osób rezygnuje z realizacji marzeń, brak im wiary, że można podróżować i zwiedzać świat niewielkim kosztem, niby chcą, ale nie wiedzą jak to ugryźć. Cejrowski na początku musiał sprzedać lodówkę. My rowerzyści być może nie będziemy musieli uciekać się do aż takich skrajności, bo już na starcie mamy łatwiej. Nie interesują nas koszty benzyny, winiet, czy innych opłat, które musielibyśmy ponosić podróżując autem.
Poniżej przedstawiam kilka prostych porad dzięki którym obniżycie koszty na wyprawie. 

piątek, 17 stycznia 2014

Dlaczego nie jeżdżę zimą ?



Co roku w zimie jestem usilnie namawiany przez mojego kolegę Maćka (pozdrawiam z tego miejsca), aby wyciągnąć schowany głęboko w czeluściach mojej piwnicy rower. Namawiają również całe rzesze wirtualnych kolegów z zaprzyjaźnionego forum. W wielu artykułach czytam o zbawiennym wpływie roweru zimą na nasze zdrowie tj. zwiększeniu się odporności.

niedziela, 17 listopada 2013

Bawaria 2013...czyli tam, gdzie pasą się fioletowe krowy ;)



Zapraszam do obejrzenia mojego nowego filmu. Jest to amatorski zapis 8-dniowej wyprawy do Bawarii,
którą odbyłem wraz z trójką kolegów w lipcu tego roku. Szerszą fotorelację z tego wyjazdu można zobaczyć tutaj

Materiał w całości nakręciłem zwykłym aparatem fotograficznym, więc za ewentualne niedoskonałości
(głównie dźwięk) z góry przepraszam.  Oczywiście wszelkie komentarze i konstruktywna krytyka mile widziane.

Usiądź zatem wygodnie w miękkim fotelu
i delektuj się wraz ze mną wspomnieniem lata.
Miłego oglądania ;)







Konkurencja nie śpi, więc jeżeli spodobał
Ci się ten film lub strona - możesz na mnie
oddać swój głos klikając w baner poniżej.
Dziękuję ;)

TopLista - Wyprawy Rowerowe

niedziela, 3 listopada 2013

[Radom i okolice] Śladami przeszłości - Lager Kruszyna




Kierunek jaki tym razem obrałem to tereny na północ od miasta Radomia. Docelowe miejsce to trójkąt Bartodzieje, Wierzchowiny i Brody. W czasie II Wojny Światowej znajdował się tu poligon, gdzie tworzono i szkolono oddziały Wehrmachtu. Oprócz poligonu powstał też okazały obóz dla niemieckich żołnierzy. Wybudowano baraki, schrony, strzelnicę, stołówkę, a nawet kino. Rozbudowano okoliczne stacje kolejowe. To było państwo w państwie.

wtorek, 29 października 2013

Jakie buty na rower ?


Słowem wstępu, artykuł jest przeznaczony głównie dla osób jeżdżących w zwykłych "cywilnych" butach. Jeżeli jeździsz w butach typu SPD i nie interesuje Cię nic innego, możesz sobie poniższy tekst darować.

Wszyscy dużo jeżdżący na rowerze, zapewne zetknęli się z problemem szybko niszczących się tychże butów. Konkretnie mam tu na myśli spody, czyli podeszwy Pół biedy, jeżeli takie buty współpracują z pedałami o łagodnej konstrukcji (najczęściej spotykanymi w rowerach miejskich). Jeżeli konstrukcja jest agresywna, z dużą ilością ostrych kolców (pinów), to możemy być pewni, że współpracujące z nimi buty długo nie pociągną.

sobota, 6 lipca 2013

Jestem wariatem - Bawaria




 Zdążyłem już przyzwyczaić kolegów z pracy do tego, że mam nietypowe (jak na czterdziestoletniego faceta) hobby - rower. Już się nie śmieją, że ubieram się w obcisłe, że mój bajk kosztował trochę więcej niż przeciętny makrokesz. Zapewne jestem w ich oczach niegroźnym wariatem "a niech sobie jeździ jak lubi, mnie tam by się nie chciało".
Już rok temu, kiedy robiłem wschodnią ścianę Polski wywołałem szok. W tym roku kierownik zapytał dokąd jadę:
-- Czechy, Niemcy i Austria, Alpy - oznajmiłem jak gdyby nigdy nic.
To co stało się chwilę potem, nie sposób opisać.

piątek, 31 maja 2013

Dwudniowa wycieczka dookoła Tatr



Objechać Tatry dookoła planowałem od dawna. Termin z różnych przyczyn był wielokrotnie przekładany. A to choroba, a to pogoda, a to komuś nie dali urlopu itd. Wreszcie udało się, pojechaliśmy we trójkę: Aneta, Maciek i ja. Na Tatry szykował się też Piotrek (wschodnia ściana), ale zrezygnował w ostatniej chwili. Niestety, im większa grupa tym ciężej zmówić się na wspólny wypad.

poniedziałek, 29 kwietnia 2013

[Radom i okolice] Puszcza Kozienicka


Witam serdecznie wszystkich maniaków dwóch kółek (tych bez silnika) i nie tylko. Oto pierwsza odsłona z serii pt "Radom i okolice". Chciałbym w tym miejscu stworzyć coś w rodzaju przewodnika po Radomiu i okolicy. W myśl powiedzenia "cudze chwalicie, swego nie znacie" pokażę miejsca warte odwiedzenia z punktu widzenia historii, przyrody, kultury, architektury itp, itd. :)

sobota, 21 lipca 2012

Wschodnia Ściana Polski


 Wschodnia ściana to jak dotąd najdłuższa nasza wyprawa. Cel jaki sobie założyliśmy to przejechanie z północy Polski przez kresy wschodnie na południe do Bieszczad zahaczając po drodze o ciekawe miejsca i nocując u przygodnie poznanych gospodarzy. Wschodnia ściana to również po raz pierwszy wyprawa bez samochodu. Auto może i wygodne i praktyczne ma tę koszmarną wadę, że trzeba do niego wrócić. Planowanie trasy pod kątem samochodu mija się z celem zwłaszcza w przypadku wycieczek wielodniowych.
  Start zaplanowaliśmy w Suwałkach,